Kamala Harris zapewnia Amerykanom bardzo specyficzny rodzaj psychologicznej ulgi
Jest ona pokrzepiającą alternatywą dla dwójki mężczyzn będących uosobieniem bardzo smutnych archetypów.
Źródło: Andrew Harnik/Getty Images
Czy wzrost popularności Kamali Harris to tylko okres miesiąca miodowego - tymczasowy skok w sondażach, który wygaśnie gdy tylko rozpocznie się prawdziwa kampania? Demokraci modlą się, żeby tak nie było, podczas gdy Republikanie liczą na dokładne przeciwieństwo. Ale z psychologicznego punktu widzenia, obecność Harris w wyborach może stanowić punkt zwrotny w stronę czegoś więcej niż tylko zwycięstwa politycznego dla Demokratów - może też stanowić powrót do rzeczywistości dla wielu Amerykanów, którzy musieli borykać się z kampanią prezydencką, w której obie partie parały się fantazjami i kłamstwami. Co więcej, 2024 niebezpiecznie wyglądał jak rok, w którym kultura Stanów Zjednoczonych w końcu kompletnie odczepiłaby się od rzeczywistości - co byłoby groźnym zwrotem dla pojedynczej osoby, ale w przypadku całego społeczeństwa stałoby się wprost zagrożeniem dla całego świata. Tak więc być może bardziej znaczącą kwestią od zwycięstwa Kamali Harris w wyborach jest to, czy będzie ona w stanie sprowadzić wszystkich Amerykanów z powrotem na ziemię.
Sigmund Freud, ojciec psychoterapii w formie, w jakiej znamy ją dzisiaj, zapytał w swojej książce Kultura jako źródło cierpień czy możliwe jest to, żeby całe społeczeństwo stało się neurotyczne. „Czyż nie bylibyśmy usprawiedliwieni w postawieniu diagnozy, że w wyniku kulturowych popędów, niektóre epoki kultury - być może nawet cała ludzkość - stały się neurotyczne?” – zapytał. Freud wyjaśnił, że w przypadkach, kiedy całe społeczeństwo zaczyna cierpieć na neurotyzm, ocena tego, co jest „normalne”, a co nie, staje się niemożliwa. A jeśli nie uda nam się znaleźć odniesienia dla tego, co jest normalne, to w jaki sposób możemy wyleczyć się z naszego narodowego neurotyzmu?
Do tego neurotyzmu nie doprowadziły tylko kłamstwa opowiadane przez liderów obu partii (niekoniecznie porównywalne w swojej dotkliwości, ale wciąż kłamstwa), ale również wymaganie wystosowane w kierunku Amerykanów, żeby przestali wierzyć swoim własnym oczom. Republikanom mówiono, że Donald Trump tak naprawdę wygrał wybory w 2020 roku i że rząd sprawujący władzę przez ostatnie cztery lata opierał się na fałszu. Demokraci upierali się, że Joe Biden wcale się nie zestarzał i nie doświadczył żadnego spadku zdolności poznawczych, nawet pomimo faktu, że miliony Amerykanów były świadkami takowego spadku w telewizji państwowej.
Psycholodzy wiedzą, że ludzie narażeni na wysoki stres są podatni na regresję emocjonalną i psychologiczną. Stają się bardziej impulsywni, mniej racjonalni i często też bardziej zależni od liderów, którzy obierają psychologiczną rolę rodzica. Ten fenomen został dobrze udokumentowany w czasach faszyzmu, ale odgrywa on rolę we wszystkich ustrojach politycznych: gdy Niemcy stały w obliczu najgorszego kryzysu gospodarczego od czasu wojny, Angela Merkel stała się „Mutti” całego państwa. W języku terapeutycznym nazywa się to „przeniesieniem”; projekcją uczuć rodzicielskich na terapeutę. Nieświadome przeniesienia są niezależne od świadomych wartości lub nawet realistycznych atrybutów - gdy Merkel zaczęto nazywać „Mutti”, nie była tak naprawdę matką, ani nie była nawet w tradycyjny sposób „matczyna”. Jednak w przypadku osób poddanych ekstremalnemu stresowi odgrywają one ogromną rolę we wpływaniu na reakcje emocjonalne, a nawet sposób głosowania.
XXI wiek sprowadził na cały świat ogromną presję, a Amerykanie wydają się szczególnie psychologicznie nieprzygotowani na sprostanie temu. Większość Amerykanów została osobiście poszkodowana przez ekstremalne zawirowania związane ze zmianami klimatycznym, zdrowiem czy gospodarką. Niemal połowa mieszkańców kraju żyje w społecznościach, które zostały bezpośrednio dotknięte przez ekstremalne warunki pogodowe: suszę, powodzie, pożary, silne burze. W najbogatszym kraju na świecie niemal dwie trzecie mieszkańców nie były w stanie pokryć kosztującego 500 dolarów funduszu rezerwowego przez popadania w dług. Rodzice coraz częściej zauważają u swoich dzieci problemy z zachowaniem i nauką, co stanowi opóźnione efekty odpowiedzi Stanów Zjednoczonych na pandemię, których nie da się już ignorować.
Amerykanie wydają się mniej gotowi na radzenie sobie z takim chaosem. Od dzieciństwa są uczeni, że właściwe produkty, właściwe leki lub po prostu pozytywne nastawienie zapewni im immunitet od cierpienia. Tak więc teraz, gdy zewsząd jest powodów do strachu, reakcja wyborców na kandydatów opiera się przede wszystkim na pomysłach dotyczących kierunków działań politycznych, a nie na ich zdolności do uspokajania, łagodzenia uczucia niepokoju, które wynika z tak wielu prawdziwych zmartwień, i coraz bardziej pomagania im w zaprzeczaniu rzeczywistości ich cierpienia. Dwaj główni kandydaci na prezydenta - Biden i Trump - obaj okazali się być wyraźnie osłabionymi odbiorcami przeniesienia. Każdy z nich tworzył podświadomy archetyp ojca niestety dość dobrze znany amerykańskiemu społeczeństwu.
Zacznijmy od Bidena. Przez cały ostatni rok prezydent prowadził kampanię reklamującą zwycięstwo gospodarcze, które często było interpretowane jako zaprzeczające problemom, którym musi stawiać czoła większość państwa. Co więcej, zaprzeczał oczywistym skutkom swojego podeszłego wieku. Podczas gdy próbował prezentować młodą i wysportowaną wersję siebie za pomocą swoich okularów przeciwsłonecznych i samochodów sportowych, w rzeczywistości jego występy zaprezentowały zgoła inny, bardziej tragiczny archetyp podstarzałego ojca z pogarszającym się stanem, który nie zamierza przekazać pałeczki komuś młodszemu. Amerykanie, ze względu na swoją kulturę, bardzo mocno opierają się akceptacji nieuchronności śmierci i gdy ich starsi już rodzice zaczynają zaprzeczać swojej śmiertelności, są oni zobowiązani do umniejszania znaków ostrzegawczych. Zamiast przyznawania się, że ich ojciec się starzeje, zaczynają się wycofywać na coś, co psychoanalityczka Melanie Klein nazywa „pozycją paranoidalną”: szukają kogokolwiek, na kogo mogą zrzucić winę (lub pozwać) za każdym razem, gdy dzieje się coś złego.
Z kolei Trump uosabia zgoła inny rodzicielski archetyp agresywnego, impulsywnego i narcystycznego ojca, który obiecuje zapewniać ochronę w zamian za absolutną lojalność. Dla dzieci takich rodziców, bezpieczeństwo jest zależne od akceptowania jakiejkolwiek rzeczywistości, w jaką wierzy ojciec, tak więc od Republikanów wymaga się zaprzeczania rzeczywistości, nawet jeżeli bezpośrednio doświadczają tej rzeczywistości. W tym światopoglądzie globalne ocieplenie nie istnieje, Trump uczyni wszystkich bogatymi, nie ma też żadnego problemu, którego nie da się rozwiązać wojowniczością i odwetem. W języku terapeutycznym nazywa się to „reakcją upozorowaną” i jest to agresywne zaprzeczanie przerażającej rzeczywistości.
Problemem dla Demokratów było to, że w obliczu wielkiego stresu, postawieni przed wyborem pomiędzy dwoma kłamiącymi ojcami, ludzie wybiorą tego wyglądającego na silnego niż tego wyglądającego na słabego. Paskudna agresja Trumpa sprawiła, że Biden wyglądał na słabszego i bardziej godnego pożałowania. Potem jednak Biden się wycofał i w mgnieniu oka, podświadoma dynamika przeniesienia mająca miejsce w wyborach prezydenckich radykalnie się zmieniła. Teraz jest to wyścig pomiędzy archetypem agresywnego i impulsywnego ojca oraz archetypem silnej, nieowijającej w bawełnę, ale przy tym wyrozumiałej pracującej matki. Takiej, która weźmie sprawy w swoje ręce jeśli ojciec jest słaby i która zapewni bezpieczeństwo jeśli ojciec jest agresywny. Taki archetyp od zawsze istniał w podświadomości narodu (przykładem tego może być Rózia Nitowaczka), ale jeszcze do tej pory nie odgrywał roli w żadnej kampanii prezydenckiej.
Co zaś z kobietą, która poprzednio startowała w wyborach prezydenckich dla jednej z głównych partii? Cóż, Hillary Clinton nigdy nie udało się ucieleśnić tego archetypu. Co więcej, Clinton całkowicie próbowała oprzeć się zostaniu matczyną postacią („Przypuszczam, że mogłam zostać w domu i piec ciasteczka”), czerpiąc za to z innego archetypu: kobiety, która potrafiłaby być na równi z mężczyznami w świecie rządzonym przez mężczyzn. Kampania Trumpa z łatwością zaatakowała stanowisko Hillary, przedstawiając ją jako nieuczciwą osobę - kogoś, kto nie był tym, za kogo się podawał.
W amerykańskiej podświadomości, zmiana archetypu Harris wywołała coś w rodzaju niesamowitego przewrotu. Cechy, które zapewniały Trumpowi przewagę nad słabym Bidenem i wściekłą Hillary Clinton, teraz sprawiają, że wygląda na irracjonalnego, groźnego i drażliwego, co stanowi kontrast ze spokojną i opanowaną Harris. Bez Bidena biorącego udział w wyborach, Trump stał się tym bardziej wrażliwym, starzejącym się rodzicem; Harris jest silniejsza, młodsza, bardziej energetyczna i surowa, nie będąc przy tym irracjonalna. Co więcej, jej historia i prowadzona przez nią polityka - będąca mieszanką konserwatywnych i progresywnych wartości - wzmacnia ten archetyp osoby silnej, ale wyrozumiałej, co przeszkadza Trumpowi w wyśmiewaniu jej. Była twardym prokuratorem, który odrzucił karę śmierci, dzieckiem imigrantów, które pracowało nad hamowaniem imigracji poprzez poprawę warunków w krajach pochodzenia imigrantów, zwolenniczką Izraela, która nadal pociągałaby Izrael do odpowiedzialności za nadużycia i okazywała współczucie Palestyńczykom. W amerykańskiej podświadomości to właśnie taka postać matki może przywrócić zdrowy rozsądek i bezpieczeństwo rodzinie / krajowi, tak niedawno zagrożonemu przez agresywnego ojca lub przestraszonemu przez słabego. Jeśli jest skłonna mówić prawdę, przeniesienie może w rzeczywistości pomóc jej przywrócić naród do rzeczywistości.
W końcu ludzie mają możliwość reagowania na stres w zdrowy sposób; istnieją naturalne procesy, które pozwalają nam stawiać czoła wielkim wyzwaniom. Kiedy jesteśmy postawieni przed starzejącym się rodzicem z pogarszającym się stanem, zdrową reakcją nie byłoby zaprzeczanie, a żałoba. Żałoba jest także konieczną reakcją na zmieniający się klimat. Zdrową reakcją na impulsywnego ojca lub na groźny świat jest akceptacja strachu, aby można było się przed nim obronić. Czasami w wyniku silnego stresu potrzebna jest terapia. Dobry terapeuta ułatwia te procesy, pomagając pacjentom - i być może krajom - stawić czoła źródłom strachu i wykonać odpowiednie kroki, aby móc zmienić rzeczywistość.
Podczas gdy Trump kontynuuje kampanię opartą na agresywnym zaprzeczaniu, Harris może zaoferować głęboką ulgę, która pojawia się, gdy stres, który Amerykanie odczuwają w kościach, zostaje potwierdzony: klimat faktycznie się zmienia, ich dzieci cierpią, a ich zdolność do finansowego zabezpieczenia rodziny jest coraz mniejsza. Zadaniem Harris będzie wykorzystanie politycznego przeniesienia do rozpoczęcia pewnego rodzaju narodowej terapii, alternatywy dla polaryzacji i paranoi, które dominowały w amerykańskiej kulturze i polityce w tym stuleciu, drogi powrotnej do prawdy. Jeśli Kamala Harris odniesie sukces, będzie miała okazję stać się nie tylko naczelną dowódczynią sił zbrojnych, ale także naczelną terapeutką narodu zaprzeczającego rzeczywistości. Nie jest to niespotykana dotąd rola piastowana przez prezydentów. Jak ujął to kiedyś Franklin Roosevelt, inny wielki naczelny terapeuta: „W każdej mrocznej godzinie naszego życia narodowego przywództwo oparte na szczerości i wigorze spotykało się ze zrozumieniem i wsparciem samych ludzi, co jest niezbędne do zwycięstwa”.
Dział: Świat
Autor:
Steven Reisner | Tłumaczenie: Karol Rogoziński - praktykant fundacji: https://fundacjaglosmlodych.org/praktyki/
Źródło:
https://slate.com/news-and-politics/2024/08/kamala-harris-succeeding-as-woman.html