Zhu Ling była studentką na Uniwersytecie Tsinghua
Nikt nie został oskarżony w tej sprawie. Jej koleżanka z klasy i współlokatorka, Sun Wei, została objęta dochodzeniem w 1997 roku, ale została oczyszczona z zarzutów z powodu braku dowodów. Wielokrotnie pojawiała się w mediach społecznościowych, aby zadeklarować swoją niewinność, a także zmieniła nazwisko.
Pod koniec 1994 r. Zhu Ling zaczęła odczuwać bóle brzucha, a także zaczęły jej intensywnie wypadać włosy. Kilka miesięcy później zapadła w śpiączkę. Lekarze zdiagnozowali u niej zatrucie talem, miękkim metalem, który rozpuszcza się w wodzie i jest bezwonny i bez smaku. Według doniesień, pani Sun miała dostęp do związku talu przechowywanego w laboratoriach na kampusie uniwersytetu. Zaprzeczyła jednak, że ma jakikolwiek związek z tym incydentem i powiedziała, że nie była jedyną studentką, która miała dostęp do tej substancji.
Rodzina i zwolennicy Zhu Ling zasugerowali, że możliwym motywem było to, że pani Sun była zazdrosna o jej urodę oraz osiągnięcia muzyczne i akademickie. Oskarżona zdementowała plotki o rzekomych osobistych animozjach między nią a panią Zhu.
Petycja z 2013 roku domagała się, by FBI przeprowadziło kolejne dochodzenie w sprawie Sun Wei, a władze deportowały ją ze Stanów Zjednoczonych, gdzie mieszkała. W petycji opisano rodzinę pani Sun jako mającą potężne powiązania polityczne i twierdzono, że "miała motyw i dostęp do śmiercionośnej substancji chemicznej". Biały Dom odpowiedział na petycję, odmówił komentarza w sprawie wniosku, i stwierdził jedynie, że zatrucie Zhu Ling "było przypadkiem i tragedią".
"Żadna młoda osoba nie zasługuje na to, by cierpieć tak, jak ona, i rozumiemy ból serca jej bliskich".
W 2013 roku Biuro Bezpieczeństwa Publicznego w Pekinie zaciekle broniło swojego dochodzenia, jednakże ilość czasu, który upłynął, wraz z niewielką ilością poszlak, ograniczyły jego zdolność do ponownego otwarcia sprawy.
Media spekulują, że Sun była chroniona przed oskarżeniem ze względu na jej dziadka Sun Yueqi, wysokiego rangą chińskiego urzędnika, i innego krewnego, byłego wiceburmistrza Pekinu. Pani Sun powiedziała, że jej dziadek zmarł do czasu jej przesłuchania przez policję. Ta instytucja odrzuciła natomiast twierdzenia, że na dochodzenie miały wpływ inne osoby. W 2013 roku rzecznik policji oświadczył: "Dedykowany zespół dochodzeniowy pracował zgodnie z prawem, a postępowanie nigdy nie było zagrożone ani nie ingerowano w nie w żaden sposób".