Zdjęcie: The Voorhes/Gallery Stock
Na przełomie XIX i XX wieku William Wrigley Jr. dążył do zbudowania imperium gumy do żucia, a w ramach swojej szeroko zakrojonej działalności udało mu się przekonać Departament Wojny Stanów Zjednoczonych do włączenia swoich produktów do racji żywnościowych dla żołnierzy. Jego bezpodstawnym argumentem było to, że guma do żucia miała cudowne właściwości gaszenia pragnienia, powstrzymywania głodu i rozładowywania napięcia nerwowego. Ale miał rację: naukowcy odkryli, że żucie gumy może rzeczywiście zwiększyć koncentrację, zmniejszyć chęć podjadania, złagodzić pragnienie i poprawić zdrowie jamy ustnej.
Być może dlatego ludzie na całym świecie od co najmniej 8 000 lat mają impuls do gryzienia kleistych materiałów – korzeni, żywic, gałązek, tranu, smoły wytwarzanej przez spalanie kory brzozowej. Obecnie guma do żucia jest ponownie sprzedawana jako panaceum na dobre samopoczucie. Można kupić gumy zaprojektowane w celu dostarczania energii, odżywiania, łagodzenia stresu lub zdrowia stawów; naukowcy opracowują nawet gumy, które mogą chronić przed grypą, opryszczką i COVIDem. Jak na ironię, ta nowa era gum do żucia jest produkowana z wyraźnie nowoczesnego składnika, który zwykle nie jest kojarzony z dobrym samopoczuciem: plastiku.
Do czasu, gdy Wrigley rozpoczął swoje przedsięwzięcie biznesowe, Amerykanie przyzwyczaili się do gumy do żucia sprzedawanej w postaci kulek powlekanych cukierkami lub pakowanych pałeczek. Podstawą tych gum do żucia były naturalne substancje, takie jak żywica świerkowa i chicle (sok mleczny pozyskiwany z niektórych gatunków drzew, określany jako „naturalna guma”), naturalny lateks, który Aztekowie i Majowie żuli przez setki, jeśli nie tysiące lat. Niestety dla Amerykanów XX wieku, drzewa pigwicy właściwej, które wydzielają chicle, potrzebują dużo czasu, aby urosnąć, a jeśli są zbyt nadmiernie nacinane – umierają. Ponadto drzewa uprawne nie produkują tak dużo chicle jak dzikie drzewa – wyjaśniła Jennifer Mathews, profesorka antropologii na Uniwersytecie Trinity i autorka książki Chicle. W latach 50. osoby uzyskujące chicle zaczęły mieć trudności z zaspokojeniem popytu. Firmy produkujące gumy zwróciły się więc ku najnowszym innowacjom w dziedzinie materiałoznawstwa: kauczukom syntetycznym i tworzywom sztucznym.
Obecnie baza gumy większości firm jest zastrzeżoną mieszanką syntetycznych i naturalnych składników. Jeśli na opakowaniu jako składnik wymieniona jest „baza gumowa” (np. w składzie gumy Orbit), guma ta najprawdopodobniej zawiera syntetyczne polimery. Agencja Żywności i Leków (FDA) zezwala, aby baza gumowa zawierała dowolny z kilkudziesięciu zatwierdzonych materiałów spożywczych – substancji uznanych za bezpieczne do spożycia przez ludzi lub bezpieczne do kontaktu z żywnością. Wiele z nich nie jest jednak substancjami, które w innym przypadku ludzie wzięliby do ust. Obejmują one polietylen (najpopularniejszy rodzaj plastiku, stosowany w plastikowych torbach i plastikowych butelkach na mleko), polioctan winylu (tworzywo sztuczne występujące również w kleju) i kauczuk butadienowo-styrenowy (znany także jako guma SBR, powszechnie stosowany w oponach samochodowych). Typowa baza gumy zawiera od dwóch do czterech rodzajów syntetycznych tworzyw sztucznych lub gum – objaśniła Gwendolyn Graff, konsultantka ds. słodyczy.
Według Graff, wszystko, co dziś kochamy w gumie, zawdzięczamy syntetycznym polimerom. Na przykład polioctan winylu wzmacnia balon z gumy balonowej. „Jeśli nadmuchasz balon, a on zacznie się dziurawić i spuszczać powietrze, zwykle jest to wskaźnik, że nie zawiera polioctanu winylu” – wyjaśniła. Kauczuk butadienowo-styrenowy nadaje gumie sprężystość przeżuwania, która sprawia, że jest ona bardziej podatna na przywieranie do siebie niż do powierzchni takich jak zęby. Polietylen może być stosowany do zmiękczania gumy, dzięki czemu nie męczy ona szczęki. Gumy zawierające wyłącznie naturalne polimery „mogą sprawiać wrażenie, jakby miały rozpaść się w ustach” – dodała.
Guma z plastikiem również w pewien sposób się rozpada. Żucie gumy zostało powiązane ze spożywaniem mikroplastiku. W badaniu opublikowanym w grudniu brytyjscy naukowcy kazali ochotnikowi żuć gumę przez godzinę, plując do probówek. Po godzinie żucia gumy zebrana ślina zawierała ponad 250 000 kawałków mikro- i nanoplastiku, co można porównać do poziomu mikroplastiku znajdującego się w litrze wody butelkowanej. W badaniu przedstawionym na niedawnym spotkaniu Amerykańskiego Towarzystwa Chemicznego (które nie zostało jeszcze zrecenzowane), ślina absolwentki zawierała podwyższony poziom mikroplastiku po żuciu kilku dostępnych na rynku gum, w tym naturalnych. Badania nad żuciem gumy i mikrodrobinami plastiku są nadal ograniczone – te dwa artykuły skutecznie reprezentują analizę śliny po żuciu tylko dwóch osób – ale żucie gumy jest również związane z wyższym poziomem ftalanów w moczu, chemikaliów zmiękczających plastik, które są znanymi substancjami zaburzającymi gospodarkę hormonalną.
Naukowcy wciąż uczą się o wpływie spożycia mikroplastiku na zdrowie. Mikrodrobiny plastiku przedostają się do wszystkich rodzajów żywności z opakowań lub zanieczyszczeń podczas produkcji, lub dlatego, że rośliny i zwierzęta, które jemy, same wchłaniają i połykają mikrodrobiny plastiku. W rezultacie mikrodrobiny plastiku zostały znalezione w ludzkich wątrobach, nerkach, mózgach, płucach, jelitach, łożyskach i mleku matki, ale dokładnie to, w jaki sposób nasze ciała wchłaniają, rozpraszają i wydalają spożyty plastik, nie jest zbyt dobrze zbadane – wyjaśnił Marcus Garcia, który bada skutki zdrowotne zanieczyszczeń środowiska na Uniwersytecie w Nowym Meksyku. Niektóre badania na myszach i hodowanych komórkach wskazują, że mikrodrobiny plastiku mogą powodować uszkodzenia. Natomiast badania epidemiologiczne sugerują, że mikrodrobiny plastiku są związane z układem oddechowym, pokarmowym i rozrodczym, a także rakiem okrężnicy i płuc. Naukowcy wciąż jednak starają się zrozumieć, czy i w jaki sposób mikrodrobiny plastiku powodują choroby, które z tych mikrodrobin są najbardziej niebezpieczne dla ludzkiego zdrowia i ile mikrodrobin plastiku może przyjąć organizm, zanim wystąpią jakiekolwiek negatywne skutki.
Odpowiedź może wpłynąć na przyszłość tego, co zdecydujemy się zjeść lub przeżuć. Spożywanie drobnych cząstek plastiku może wydawać się nieuniknione, ale w ciągu ostatnich 10 lat Amerykanie zaczęli obawiać się, że kawałki plastiku przedostaną się do naszego jedzenia, martwiąc się o podgrzewanie posiłków w plastikowych pojemnikach w mikrofalówkach i picie z plastikowych butelek. Guma w większości przypadków nie wywołała takich obaw, ale w ostatnich latach jej popularność spadła z innych powodów. Aby odwrócić ten trend, firmy produkujące gumy do żucia promują gumy syntetyczne jako narzędzie do poprawy samopoczucia. Podobnie jak Wrigley, stawiają na to, że Amerykanie uwierzą w moc gumy, która koi nerwy i leczy dolegliwości, i że nie będą zbytnio zastanawiać się nad tym, czym naprawdę jest nowoczesna guma. Dla każdego, kto martwi się połknięciem jeszcze większej ilości plastiku, guma jest wystarczająco łatwa do unikniania.