2022-09-08 12:15:13 JPM redakcja1 K

Jak najbogatsi napędzają kryzys klimatyczny

Celem Gösslinga było ujawnienie ile konsumują najbogatsi, których style życia są często okryte całunem tajemnicy. Jego badania pokryły się w czasie z rosnącym zainteresowaniem wokół ruchu ekologicznego, na którego czele stała Greta Thunberg.

Najbogatsi ludzie świata znacząco przyczyniają się do zmian klimatu poprzez konsumowanie dużej ilości energii. Jak możemy zmniejszyć ślad energetyczny tych najmajętniejszych?

W 2018 roku Stefan Gössling wraz ze swoim zespołem spędził miesiące analizując profile najbogatszych celebrytów - od Paris Hilton po Oprah Winfrey - na portalach społecznościowych. Profesor turystyki z Uniwersytetu Linneusza w Szwecji szukał dowodów na temat tego jak dużo latają.

Odpowiedź brzmi: dużo. Bill Gates, jeden z najbardziej znanych i szanowanych obrońców środowiska, w 2017 roku odbył 59 lotów. Według obliczeń Gösslinga, przemierzył więc dystans około 343.500km – okrążył ziemię więcej niż 8 razy, generując tym samym 1.600 ton gazów cieplarnianych (tyle samo co średnio rocznie produkuje 105 Amerykanów).

Celem Gösslinga było ujawnienie ile konsumują najbogatsi, których style życia są często okryte całunem tajemnicy. Jego badania pokryły się w czasie z rosnącym zainteresowaniem wokół ruchu ekologicznego, na którego czele stała Greta Thunberg. Zwróciła ona uwagę świata na to, że podczas podroży samolotem generowana jest dużo większa ilość gazów cieplarnianych niż ma to miejsce w przypadku innych rodzajów transportu. Dzięki Grecie korzystanie z usług lotniczych stało się więc symbolem nowego rodzaju odpowiedzialności wobec środowiska. „Im większy ślad węglowy, tym większy moralny obowiązek”, napisała Thunberg dla magazynu „The Guardian” w 2019 roku.

Ostatnie dekady skierowały naszą uwagę również na nierówności na świecie. Od czasów kryzysu finansowego w 2008 roku, przez pandemię i wiele klęsk żywiołowych – skutki zmian klimatu najpierw i najsilniej uderzyły w najbiedniejszych. Jednak w debatach na temat rozwiązania problemu nierówności - na nadmierną konsumpcję często przymyka się oko. „Jeśli coś byłoby w tej sprawie zrobione, to ktoś musiałby z czegoś zrezygnować” – mówi Lewis Akenji, dyrektor zarządzający „Hot or Cool Institute” – berlińskiego think-tanku. W rezultacie ogromne ślady węglowe najbogatszych umacniają nierówności społeczne i zagrażają światowej zdolności do oddalania katastrofalnych skutków zmian klimatycznych.

Statystki alarmują. Według raportu „Oxfam and the Stockholm Environment Institute” z 2020 roku, za około połowę światowych emisji w 2015 roku jest odpowiedzialnych 10% najbogatszych. Najbogatsze 1% społeczeństwa jest natomiast odpowiedzialne za 15% emisji – prawie dwa razy tyle ile produkuje najbiedniejsze 50%, odpowiedzialne jedynie za 7% emisji. To oni odczuwają jednak najbardziej negatywne skutki zmian klimatycznych, mimo że ponoszą najmniejszą odpowiedzialność za ich powstawanie.

Kiedy bogaci usiłują „zmieścić się” w pozostałym tzw. „budżecie węglowym” (ilości gazów cieplarnianych, którą możemy wyemitować, by temperatura na świecie nie wzrosła o więcej niż 1,5C do końca tego wieku) „nie zapewniają oni warunków dla najbiedniejszych 50% populacji, której niska emisyjność nie pozwala im na spełnienie swoich podstawowych potrzeb” – mówi Emily Ghosh, pracownik naukowy „Stockholm Environment Institute”.

Dario Kenner, autor książki “Carbon Inequality: The Role of the Richest in Climate Change” ukuł termin „elita trucicieli”, aby określić nim najbogatszych ludzi w społeczeństwie, którzy inwestują w paliwa kopalne i tym samym mają duży, negatywny wpływ na środowisko. Tak więc elita trucicieli ma również wpływ na codziennie życia coraz większej liczby osób.

W obecnej sytuacji, większość ludzi w bogatych państwach konsumuje stanowczo za dużo, tym samym przyspieszając katastrofę klimatyczną. Według danych „Hot or Cool Institute”, kiedy weźmiemy pod uwagę emisję powstałe w trakcie produkcji i transportu importowanych dóbr, przeciętna osoba w Wielkiej Brytanii produkuje 8,5 tony węgla rocznie. Liczba ta wzrosła do 14,2 ton w Kanadzie, kraju o największej emisyjności, pośród tych w których instytut przeprowadził ankietę. Aby nie doprowadzić do ocieplenia naszej planety o więcej niż 1,5C do końca XXI wieku, liczby te muszą spaść do 0,7 tony na osobę do 2050 roku.

Konsumpcja dużej ilości energii na własny użytek to drażliwy temat. Może łatwo przerodzić się w wyświechtaną dyskusję o tym, czy stawianie czoła zmianom klimatu spoczywa na działaniach pojedynczych jednostek, czy wymaga zmian systemowych, których mogą dokonać tylko rządy państw i korporacje. „To fałszywa dychotomia”, mówi Akenji. „Musimy zwrócić uwagę na kontekst stylów życia poszczególnych osób”. To prawda, żyjemy w czasach niezrównoważonych systemów politycznych i ekonomicznych, jednak bez zwrócenia uwagi na style życia najbogatszych i najbardziej zanieczyszczających środowisko osób, mając wielką władzę, nie będziemy w stanie rozwiązać problemu zmian klimatu.

„Bogaci wyznaczają trendy właściwe dla konsumpcyjnego trybu życia, do których wszyscy aspirują. Właśnie to jest źródłem toksycznych efektów”, mówi Halina Szejnwald Brown, emerytowany profesor nauki i polityki ochrony środowiska w Clark University w Wielkiej Brytanii.

Pomyślmy o przemyśle lotniczym. „Kiedy latasz, należysz do światowej elity”, mówi Gössling. Ponad 90% ludzi nigdy nie leciało samolotem, podczas gdy zaledwie 1% światowej populacji generuje aż 50% emisji dwutlenku węgla z przemysłu lotniczego. Zaczynając od elit biznesowych przemierzających świat w te i wewte, aż do celebrytów, dla których podróże stanowią część ich osobistej marki. Wiele ludzi chce żyć tak jak oni, tym samym prowadzić styl życia, mający katastrofalne skutki dla środowiska, mówi Gössling.

SUV-y, którymi są przewożeni prezydenci, liderzy biznesu, celebryci, a także coraz częściej rodziny klasy średniej - również stały się symbolem wysokiego statusu społecznego, mimo ich złego wpływu na klimat. Stanowiąc 42% światowej sprzedaży w 2019 roku, auta te były jedynym sektorem gospodarki, który zwiększył emisyjność w 2020 roku. Wzrost ludzi kupujących SUV-y sprawił, że korzyści wynikające z coraz częstszego korzystania z aut elektrycznych stały się niezauważalne.

Większe domy są kolejnym punktem zapalnym konsumpcjonizmu. „Wybory co do mieszkania mają znaczenie jeśli chodzi o prestiż i pozycję społeczną”, pisze Kimberly Nicholas, specjalista zrównoważonego rozwoju z Uniwersytetu w Lund oraz inni współautorzy w ostatnim badaniu dotyczącym roli bogatych ludzi co do zmian klimatu. W Europie około 11% emisji z mieszkalnictwa pochodzi od 1% emitentów - właścicieli dużych domów (często kilku).

W ostatnich latach mogliśmy jednak obserwować zmiany norm społecznych. W Szwecji Greta Thunberg rozpowszechniła kampanię „flygskam” (czyli ze szwedzkiego: „wstyd latania”), której celem było zwiększenie świadomości na temat szkodliwości latania samolotem. Protesty można połączyć ze spadkiem o 4% ludzi podróżujących samolotami ze szwedzkich lotnisk w 2018 roku. Jest to fenomen, jako że w tym czasie na świecie liczba pasażerów wzrastała.

Pandemia Covid-19 zmusiła wiele firm do ograniczenia podróży biznesowych, a tym samym udowodniła, że wideo-rozmowy mogą zastąpić osobiste spotkania. Badanie agencji prasowej „Bloomberg” wykazało, że aż 84% firm planuje spędzać mniej pieniędzy na po-pandemiczne podróże służbowe.

Ludzie stali się bardziej świadomi również co do wpływu na środowisko ich diety, co doprowadziło do wielkiego boomu na roślinne alternatywy mięsa i nabiału. „Nie jest to skutkiem zarządzenia, czy wymogu polityki rządkowej”, mówi Peter Newell, profesor stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Sussex. „To firmy widzą w jakim kierunku ewoluuje rynek”.

Zmiany te są jednak zbyt wolne, patrząc na sytuację krytyczną, w której się znajdujemy, mówi Kenner: „Przekraczamy progi klimatyczne i gatunki będą wymierać”. Aby rozwiązać ten problem musimy działać szybko, a do tego niezbędne są działania rządu, dodaje.

Podatki na działania szkodliwe dla środowiska, takie jak częste latanie samolotem czy nadmierna konsumpcja mięsa, mogłyby przyspieszyć proces generacji mniejszego śladu węglowego, mówi Newell, w szczególności jeśli istnieje bezpośrednie powiązanie miedzy karaniem zanieczyszczania planety, a inwestycjami, które przyniosłyby korzyści dla wszystkich.

Na przykład, zyski z podatku od częstych podroży samolotem mogłyby zostać zainwestowane w tańsze, a nawet darmowe systemy transportu publicznego. Wpływy z podatku od kosztownych rezydencji mogłyby natomiast zostać wykorzystane na ocieplanie domów w celu zwalczania ubóstwa. Problem nie przestanie jednak istnieć, jeśli najbogatsi będą skłonni uiszczać droższe opłaty dla ich wygody.

Kolejnym, bardziej radykalnym pomysłem jest wprowadzenie limitu śladu węglowego na osobę (eng PCA - personal carbon allowance). Jeśli dana osoba wyczerpałaby swój limit, musiałaby odkupić pozwolenie na zużycie węgla od innego pełnoletniego obywatela, który nie wykorzystał całkowicie swojego przydziału, i w związku z tym posiada nadwyżkę. Różne wersje tego rodzaju limitacji próbowano już wprowadzić w Irlandii, Francji oraz Kalifornii. W 2018 roku rząd Wielkiej Brytanii również rozważał taką możliwość, jednak doszedł do wniosku, że byłoby zbyt kosztowne, trudne do zarządzania i spotkałoby się ze sprzeciwem społecznym. Jednak w kontekście kryzysu klimatycznego oraz pandemii, która zmusiła ludzi do zaakceptowania indywidualnych ograniczeń w imię wspólnego dobra, zgodnie z niedawną analizą, może to być prawo warte rozważenia na nowo.

Wprowadzenie limitu śladu węglowego na osobę jest kuszące, mówi Newell, „ponieważ rozstrzyga kwestie tego jakie są ograniczenia na jedną, konkretną osobę” . Dodaje jednak, że „jest to ekstremalna wersja indywidualizowania odpowiedzialności”. Mogłoby to doprowadzić np. do niesprawiedliwego karania ludzi, którzy żyją na terenach o ograniczonym dostępie do transportu publicznego.

Kolejnym zyskującym popularność pomysłem jest tzw. „ukierunkowywanie wyboru” (eng. Choice editing), kiedy to rząd ogranicza wysokoemisyjne produkty, takie jak prywatne samoloty czy mega-jachty, od wchodzenia na rynek. Wtedy to inne, niskoemisyjne opcje, które często już teraz są dopuszczone do użytku, wypełnią powstała lukę.

Ukierunkowanie wyboru może brzmieć radykalnie, jednak nie jest niczym nowym, mówi Akenji. Na przykład rząd Wielkiej Brytanii już wprowadził taką politykę ze względu na bezpieczeństwo publiczne: zakazał on sprzedaży broni oraz samochodów bez pasów bezpieczeństwa. „Zaprzestanie szkodliwych dla środowiska zachowań kupujących jest dużo trudniejsze niż prewencja i niedopuszczenie do pojawienia się na rynku szkodliwych dla środowiska produktów”, podsumował Newell w raporcie na temat zmiany zachowań.

Jednak nawet w momencie, kiedy czas na poradzenie sobie ze zmianami klimatycznymi dobiega końca, wiele rządów krajowych nie chce wprowadzać polityki przeobrażającej zachowania ludzi w stosunku do klimatu, bojąc się, że zostaną owiani złą sławą oraz staną się nieatrakcyjni dla bogatych wyborców. Kontrola, którą najmajętniejsi sprawują nad władzami ich kraju, poprzez lobbying i wysokie darowizny, sprawia, że mają oni duży wpływ na, i tak rzadkie, akcje na rzecz klimatu oraz opcje dostępne dla wszystkich, mówi Kenner. „Jest też inna przyszłość, ta alternatywna przyszłość, której codziennie zaprzeczamy”, dodaje.

Jednak by polityka ukierunkowana na zachowania konsumentów mogła zostać wdrożona, najpierw musi zostać wybudowana infrastruktura pomagająca ludziom wieść nisko - emisyjny styl życia. „Wiele musi zostać zrobione by powstało zrównoważone społeczeństwo i należy zrobić więcej niż tylko ograniczyć podaż
prywatnych odrzutowców i luksusowych jachtów”, mówi Ghosh.

Rządy niektórych państw dokonują wielkich zmian. Rząd Walii zawiesił inwestycje w budowę nowych dróg. By osiągnąć zamierzone cele emisji, Holandia zaproponowała ograniczenie pogłowia zwierząt hodowlanych o 30%, by zmniejszyć zanieczyszczenie powietrza, a rady miast w Wielkiej Brytanii, między innymi Norwich i Exeter, rozpoczęły budowę energooszczędnych mieszkań socjalnych.

Inni zwracają uwagę na reklamy oraz ich rolę w napędzaniu niezrównoważonej konsumpcji. „Ludzie próbują wyznaczać swoją rolę w społeczeństwie poprzez stawiania siebie ponad innych”, mówi Brown, natomiast reklama „kreuje się na tych niepewnościach”. W 2021 roku Amsterdam zakazał reklamowania wysokoemisyjnych produktów, takich jak SUV-y, oraz tanich, krótkodystansowych lotów, idąc w ślady miast takich jak São Paulo czy Ćennaj, które już wcześniej zakazały lub rygorystycznie ograniczyły bilbordy reklamowe.

”Jednak to nie wystarczy”, mówi Akenji. Tempo jest ekspresowe, a naszej planecie kończy się już czas. Państwa muszą zmodernizować infrastrukturę, mówi, stawiając zrównoważony rozwój ponad wszystko. Oznacza to konieczność budowy szybkiej, rozległej i taniej sieci transportu publicznego, dekarbonizację energetyki,budowę gęstej zabudowy mieszkaniowej i dobrze ocieplonych mieszkań, zakazu używania aut na gaz oraz rozważenie wprowadzenia idei takich jak 4-dniowy tydzień pracy.

Rządy krajów i bogaci, a także ich ogromna rola w kształtowaniu norm społecznych, może pomóc zmienić narrację, która budzi wrażenie, że podjęcie działalności na rzecz klimatu odbiera wolność osobistą i pogarsza jakość życia.

„Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że rzeczy dobre dla środowiska, są tak naprawdę prawie zawsze lepsze dla naszego samopoczucia i spójności społecznej”, mówi Akenji.

Jedzenie mniejszej ilości mięsa jest dobre dla naszego zdrowia. Mniejsza ilość SUV-ów i aut na gaz polepsza jakość powietrza, a więc zmniejsza liczbę zgonów związanych z zanieczyszczeniami powietrza. 4-dniowy tydzień pracy mógłby z kolei wpłynąć na lepszą równowagę pomiędzy pracą a życiem, więcej czasu dla rodziny oraz mniejsze koszty utrzymania dzieci.

”Nikt nie wstaje rano i mówi: ‘Chcę zniszczyć środowisko’”, mówi Akenji. Ludzie chcą być jednak konsumentami z wielu powodów: by zaspokoić swoje potrzeby, okazać swoje uczucia, poczuć się dobrze lub dlatego, że czują presję przez otaczające ich reklamy lub oczekiwania społeczeństwa.

Niewielu myśli nad tym ile konsumuje, mówi Brown. „To całkiem głębokie pytania: ‘Kim jestem i czego potrzebuję, by dobrze przeżyć życie?’. Ilu ludzi tak naprawdę chce sobie takie pytania zadać?”.

Indywidualne działania nie wystarczą by rozwiązać problem zmian klimatycznych, mówi Akenji, a poczucie winy i wstydu nie pomogą. Wybory i działania są jednak ważne. „Uważam, że wszyscy powinniśmy zostać aktywistami politycznymi w taki czy inny sposób”, mówi. „To co musimy zrobić, to stanowczo zaapelować do rządzących, by wywiązali się ze swoich zobowiązań”.

Autor:
Laura Paddison | Tłumaczenie: Natalia Pierzchała

Źródło:
https://www.bbc.com/future/article/20211025-climate-how-to-make-the-rich- pay-for-their-carbon-emissions

Udostępnij
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.
Treść wiadomości jest wymagana.