Danyah Miller: „Zastanawiam się czy diagnoza neuroróżnorodności jest wyzwalająca, czy też te etykiety nie ograniczają nas”. Zdjęcie: Alex Rickard.
Po odkryciu mojej dysleksji, i prawdopodobnie także dyskalkulii, później w moim życiu miałam wiele pytań, zwłaszcza to, czy diagnoza w dzieciństwie zmieniłaby przebieg mojego życia, personalnego oraz profesjonalnego.
Przez lata myślałam, że mogę mieć dysleksję. Poza tym myślałam też, że robiłam sobie wymówki, kiedy miałam do czynienia z niektórymi wyzwaniami. Dopiero w zeszłym roku zdecydowałam się pójść potwierdzić swoje myśli oceną profesjonalisty. Z ulgą przeczytałam w pierwszym paragrafie mojego raportu diagnostycznego, że moje trudności z czytaniem pasują do dysleksji ze specyficznymi trudnościami w nauce.
Dorastając w późnych latach 70., tak jak większość osób, nie miałam pojęcia o klasyfikacjach edukacyjnych. Nigdy nie słyszałam o dysleksji, dyskalkulii albo neuroróżnorodności. Lata szkolne były dla mnie ciężkie. Często marzyłam na jawie i wolno zdobywałam wiedzę, chociaż ukrywałam te problemy moją głośną i wesołą osobowością. Byłam klasowym klaunem i spędziłam znaczną ilość czasu poza drzwiami sali, wyrzucona za rozpraszanie moich przyjaciół i rozmawianie. Wtedy wiązałam swoją słabą ortografię, trudności z zapamiętywaniem słów i czytaniem z tym, że byłam naprawdę „tępa”.
Jak bardzo różniłoby się moje życie gdybym wiedziała, że mam dysleksję? Czy ta wiedza byłaby wyzwalająca, zmniejszyła presję, którą na siebie nałożyłam aby udowodnić, że jestem w stanie osiągnąć sukces? Z drugiej strony, mogłabym ograniczyć się z powodu tej wiedzy – czy poddałabym się, przestała się starać? Podsumowując, gdzie jest granica między etykietą, która nas limituje, a zrozumieniem, które nas uwalnia?
Na całe szczęście mam na te pytania odpowiedzi. Jako trener historii nalegam uczestników, aby zostawili swoje pytania na temat historii, jakkolwiek ważne, ponieważ kiedy mamy na nie odpowiedź, nasza dociekliwość ustaje. Uważam, że prawdziwym skarbem nie są odpowiedzi, ale nasze pytania, nasza ciekawość i chęć znalezienia głębszego pojęcia.
Chciałam zbadać, czy diagnoza neuroróżnorodności jest wyzwalająca czy też te etykiety nas ograniczają. Z pewnością znam historie, które opowiadamy między sobą i te, które są nam opowiadane przez innym, które mają wielki wpływ na to jak się określamy i jak kierujemy naszym życiem.
Całkiem niedawno spotkałam kobietę, które przyznała się, że po 35 latach małżeństwa i z czwórką dorosłych dzieci, została ona zdiagnozowana z ADHD/ASD oraz dysleksją. Po całym życiu spędzonym na frustracji nad sobą, powiedziała: „Nie mogę tego wytłumaczyć, po prostu nagle to wszystko się rozproszyło. Całe to obrzydzenie do mnie, które czułam zniknęło”.
Patrząc na to z obecnym doświadczeniem, zaczynam także rozumieć, jak moje ciągłe pytania – takie jak: „Czemu nie mogę się nauczyć niektórych rzeczy, jak przetwarzania i pamiętania dat, imion, kierunków, instrukcji” - zmieniły się w oświadczenia. Czy to ja przemieniłam te zagwostki w historię, którą na siebie narzuciłam i którą inni odbili w moją stronę?
Jako dziecko brałam lekcje gry na pianinie, których nienawidziłam. Nigdy nie mogłam spamiętać nut, nawet wtedy, kiedy stworzyłam swój własny skomplikowany system, powtarzając: „Każdy Dobry Chłopczyk Zasługuje Na Przysługi”, kiedy liczyłam palce. Moi nauczyciele byli poirytowani. Czułam się jak kompletna porażka, z trudnością czytając nuty, kiedy innym przychodziło to z łatwością.
Wiele lat później poczułam się zdeterminowana, aby nauczyć się gry na instrumencie i znalazłam życzliwego i cierpliwego nauczyciela. Powoli, powolutku, ćwicząc codziennie, zaczęłam grać różne melodie, przeszczęśliwa z powodu tego małego zwycięstwa. Pewnego dnia wspomniałam o mojej metodzie zapamiętywania nut na stronie z użyciem palców na flecie.
„Nie powinnaś tak robić” - powiedziała moja nauczycielka, wyjaśniając, jak mogę to „poprawić”. Zaskoczyło mnie to, nie mogłam pojąć tego, co dla niej było oczywiste. Odłożyłam flet i zaczęłam tworzyć wymówki, dla mnie i także dla niej, dlaczego musiałam anulować moje następne lekcje. Później stwierdziłam, że rzeczywiście nie potrafię nauczyć się czytać muzyki.
Pomimo tego, że miałam trudności z muzyką, to zawsze kochałam słowa. Uwielbiam komunikację. Jestem samozwańczą gadułą i czuję się swobodnie dzieląc się opowieściami, nawet spontanicznie wymyślając nowe. Jako młoda dorosła, poprzez kilka zrządzeń losu pracowałam w administracji teatru. Kiedy zostałam głównym menadżerem dla kilku teatrów, zaczęłam mieć kłopoty z zapamiętywaniem wszystkich rzeczy do czytania: raportów, badań i dokumentów umownych oraz ogólnych i teatralnych wiadomości. Czułam się zawalona pracą i kiedy przyszło jeszcze więcej dokumentów, panikowałam, całkowicie sparaliżowana stresem, z rozproszonymi myślami i rozumem.
Nigdy tego nie powiedziałam, ale wcześnie wstawałam i zostawałam do późna w nocy, aby nadrobić te straty. Byłam w stanie prawie całkowitej czujności, słuchając i szukając jakiegokolwiek sposobu, aby zrozumieć. Jeżeli byłam dobra w mojej pracy, to przez to, że umiałam stworzyć świetne historie, umiałam oglądać i umiałam słuchać.
Kiedy po raz pierwszy założyłam firmę produkcji teatralnej we współpracy z Johnem Millerem, który później stał się moim mężem, pytałam się go o sprawdzenie mojego pisania, moich listów i moich opowiadań. Wysyłałam mu e-maile z kopiami mojego pisma i w temacie wiadomości zawsze pisałam: „Proszę zrób tę swoją magię”. W odpowiedzi przeredagowywał paragrafy i usuwał moje przydługie opisy. Długie zdania zostały poprawnie wypunktowane i skrócone, a moja ortografia – poprawiona.
Pewnego dnia, może rok przed jego śmiercią, wysłałam wiadomość do Johna z prośbą, jak zwykle, o zrobienie swojej magii. Odpisał zwięźle w czterech słowach: „Więcej magii nie trzeba”. Powoli, powolutku, nauczyłam się. Nie robił mi kazania, nie przerabiał ze mną niczego, po prostu pokazywał mi na przykładach, jak być lepszym pisarzem.
Niestety, John zmarł zanim zaczęłam pisać swoją pierwszą książkę, Siedem Sekretów Spontanicznego Opowiadania Opowieści. Kiedy moi wydawcy poprosili o napisanie bibliografii, abym wspomniała o książkach, które zainspirowały i pomogły stworzyć to dzieło, zorientowałam się, że to czego się nauczyłam nie zostało przekazane przez słowo pisane. To wszystko przyszło do mnie przez eksperymentalne nauczanie, z kursów, ze słuchania, absorbowania tego, co się działo wokół mnie, od rozmowy do bycia wśród ludzi.
Jestem naturalnie bystrą osobą. Mogę reagować i decydować szybko w odpowiedzi na sytuacje – to prawdopodobnie dlatego spontaniczne opowieści są jednymi z moich ulubionych gatunków książek. Podążam za swoimi impulsami oraz instynktem, co mi dobrze posłużyło.

Teraz jestem nieco mniej surowa wobec siebie i czerpię z tego wiele korzyści. Zdjęcie: Thought Catalog/Pexels.
W trakcie odkrywania sposobu w jaki działa mój mózg, pozwoliłam sobie na przerwę, aby moje myśli mogły nadążyć za tym instynktem. Teraz jestem nieco mniej surowa wobec siebie i czerpię wiele korzyści, które przychodzą z takim zrelaksowanym stanem umysłu. Dowiedziałam się o tak wielu rzeczach, zwłaszcza o wspaniałych powieściach graficznych i nagraniach głosowych. Lepiej zrozumiałam swój sposób nauki i operowania, doceniam prezenty, które ofiarowuje mi ta diagnoza: na przykład, nietypowe, kreatywne myślenie i ciekawość, często podobna do dziecinnej - wyobraźnia. Niedawno przeczytałam, że jestem w dobrej kompanii. Niektórzy z najbardziej sukcesywnych przedsiębiorców na całym świecie, takich jak Walt Disney, Steve Jobs i Richard Branson, także zostali zdiagnozowani z dysleksją.
Ukrywałam to, co uważałam za poważne wady w swojej osobowości przez całe swoje życie, myśląc, że powinnam była wiedzieć więcej i być lepsza. Teraz, kiedy bliżej mi do bycia staruszką, nie boję się poprosić o pomoc, kiedy jej potrzebuję. Rozumiem moją potrzebę rozmowy przez telefon niż wymiany monologów przez e-mail. Łatwiej akceptuję to, że nie muszę być ciągle lepsza niż jestem. Moja maska zaczęła upadać i czuję, jak odchodzi stres i pojawia się więcej radości w moim życiu.
Pod koniec moich testów diagnostycznych w zeszłym roku, moja specjalistka zauważyła, że wykorzystuję różne strategie w celu nawigacji jej pytań. Nawet zasugerowała mi, że opis moich procesów mógłby pomóc innym osobom. Poczułam się nieco lepiej wiedząc, że te mechanizmy obronne są dla mnie skuteczne.
Dysleksja jest częścią tego, kim jestem, ale jeżeli czegoś się nauczyłam, to to, że diagnoza ma na celu mnie informować, a nie definiować. Mam więcej cierpliwości do siebie i przez to odkryłam nowe współczucia dla innych. Czy chciałabym wiedzieć szybciej? Mój instynkt mówi mi, że podążyłabym za swoimi marzeniami znacznie prędzej, ale tak jak w Sliding Doors, dostałam się tu i tak, i to jest najważniejsze.