2024-06-20 18:57:02 JPM redakcja1 K

Poszłam na pogrzeby całkowicie nieznajomych mi ludzi. Tego dowiedziałam się o żywych

Pewnego razu przeglądałam stronę z listą pogrzebów, zaznaczając te, które pozwalały mi przyjść.

Pogrzeb oferuje znacznie więcej dla żyjących poza szansą, aby się zebrać w żałobie. Zdjęcie: Reeldeal Images/Alamy.

W wiktoriańskiej Anglii zwyczajem było zatrudnianie profesjonalnych żałobników. Te osoby, znane jako „pogrzebowy niemy” prezentowali się na pogrzebie niczym mityczne postacie w czarnych płaszczach, wysokich kapeluszach oraz z kijem. Często przychodzili w parach, zawsze w absolutnej ciszy i robili to, za co im płacono: ich twarze zmieniały się w maski smutku, jakby w celu ulżenia prawdziwych żałobników z tego obowiązku. Ten zwyczaj został utracony w dzisiejszych czasach, ale zróżnicowanie takich rytuałów dalej jest utrzymywane w wielu krajach oraz kulturach, ukazując nie tylko poglądy danych wierzeń na temat śmierci, ale też i życia.

Wiedziałam już o tym w teorii, kilka lat temu gdy moja babcia zmarła. Ale dopiero kiedy wrzuciliśmy płatki róży na jej trumnę w wiejskim ogrodzie moich rodziców podczas nieformalnej mszy, którą sobie zażyczyliśmy, dotarło do mnie w pełni, że pogrzeby oferują znacznie więcej dla żywych niż możliwość zebrania się razem w żałobie. W następnych miesiącach byłam przepełniona poczuciem utraty na skali, która zaćmiła wszystkie inne zmartwienia. Życie na tej planecie nie było dla mnie już tak pewne, co doprowadziło do stresu egzystencjalnego, który potrafił mi zamącić w głowie. Chciałam znaleźć jakieś symboliczne struktury, które nie są już obecne w większości naszego życia - przynajmniej poza pogrzebami.

Przykład pogrzebowego niemego z lat 1830., obraz namalowany przez Roberta Williama Buss. Biała wstążka i kij sugerują, że jest on ubrany na pogrzeb dziecka. Zdjęcie: Heritage Image Partnership Ltf/Alamy.

Przez to nagle zaczęłam przeszukiwać strony z listami pogrzebów nazwaną Heaven Address i notowałam czasy rozpoczęcia i lokacje publicznych mszy na które mogę przyjść jako nieznajomy. Miałam nadzieję, że dzięki temu nauczę się czegoś. Oczywiście, przytacza to kilka problemów etycznych. Pod koniec stworzyłam zbiór zasad: Nie pójdę na msze tak małe, że moja obecność będzie znacznie uwzględniona. Nie będę siadać z przodu. Nie dołączę do żadnego orszaku. W sobotę dołączyłam do mszy na wybrzeżu Wiktorii, próbując nie spodziewać się, co mogę tutaj odkryć i nagle czując dziwną bliskość z srogimi twarzami żałobnych niemych, których widziałam na starych fotografiach. Msza była zadeklarowana starszemu mężczyźnie w kaplicy domu pogrzebowego z kremowym dywanem oraz izolowanym powietrzem. Żałobnicy rozmawiali ze sobą w niskim tonie oraz wchodzili i wychodzili z kaplicy, gdzie obraz mężczyzny z szerokim uśmiechem był projektowany na ekranie. Wreszcie żałobnicy zostali poproszeni o wzięcie i ułożenie róży na trumnie. Oprócz tego prostego rytuału, który pozostawiłam prawdziwym żałobnikom, nie było żadnej formalnej ceremonii, więc wróciłam później do swojego normalnego dnia, myśląc o atmosferze, która była tak kontrolowana i anonimowa jak salon wystawowy.

Następna msza miała miejsce w katolickim kościele w deszczowy poranek. Powietrze w środku było zimne. Kiedy usiadłam w tyle, zauważyłam, że nikt nie zdjął swojego płaszcza. Ksiądz rozpoczął mszę po angielsku, a także po polsku, po czym córka mężczyzny podeszła do pulpitu. Opowiadała o dumnym mężczyźnie, który ciężko pracował na nowe życie w Melbourne, po byciu wyzwolonym z obozu pracy w Polsce. Był zawziętym i hojnym ogrodnikiem. Pod koniec swojego życia powiedział jej, że jego sąsiad powinien wziąć jego orchidee.

Nie pamiętam końcowej pieśni granej pod koniec mszy, ale pamiętam sposób w jaki nastrój nagle się zmienił i procesja osób wymaszerowała w stronę otwartych drzwi, które zapraszały światło dzienne. Widziałam dźwigaczy trumien, kryjących swoje twarze w maskach. Po nich poszła rodzina. Pod koniec córka, trzymająca zdjęcie swojego ojca w złotej ramie, drżąca, podążała za jego ciałem.

Kiedy tłum wymieszał się z procesją i muzyka ucichła, zauważyłam, że ja, nieznajoma osoba w tym miejscu, popłakałam się. Byłam tu niechciana, przeszkadzająca - nie znałam tego mężczyzny ani jego rodziny. Racjonalna część mnie była w szoku. Ale ten pogrzeb wpłynął na mnie i tak.

Kiedy tam siedziałam, w głowie pojawiła mi się myśl, taka, która nadchodzi dopiero kiedy ciało pojmuje to, o czym umysł już wiedział. Celem pogrzebu, w zebraniu świadków i jego formalnego rytuału, jest strukturyzacja społecznej emocji. Jest to przestrzeń dla miłości i żałoby w swojej pełni, gdzie mogą być zebrane, zmierzone, ujrzane i wreszcie, poczute w samym sobie. To nasza szansa na końcowy, formalny akt miłości. To sposób, aby przyjść do nowego świata bez kogoś. I jest to przypomnienie dla żywych, aby żyć.

Dział: Styl życia

Udostępnij
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.
Wymagane zalogowanie

Musisz być zalogowany, aby wstawić komentarz

Zaloguj się

INNE WIADOMOŚCI


NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE