2023-12-02 20:24:54 JPM redakcja1 K

Alfabet (subiektywny) III Rzeczypospolitej

Traf chciał, że to Joanna Szczepkowska, 4 czerwca 1989 roku, uroczyście, na antenie Telewizji Polskiej, obwieściła wszem i wobec upadek komunizmu w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Wymogi legislacyjne spowodowały, iż dopiero po jakimś czasie, PRL oficjalnie zastąpiono III Rzeczpospolitą.

Fotografia: historia.wprost.pl, wg projektu Tomasza Sarneckiego  

Wkrótce minie 35 lat od tamtych podniosłych wydarzeń. Upływ czasu pozwolił już dojrzeć pokoleniu, które na świat przyszło w wolnej Polsce, a socjalizm i PZPR – to dla nich relikty zamierzchłej historii, niczym dla ich rodziców i dziadków - II Wojna Światowa. Niniejszy alfabet usiłuje, z osobistej perspektywy, przypomnieć szereg zjawisk, postaci i ważnych faktów omawianego okresu. Co zrobiliśmy z odzyskaną wolnością? Czy można było więcej? Z przyczyn oczywistych, niepodobna napisać o wszystkim, a selektywny sposób doboru tematów oraz personaliów, może irytować co bardziej wnikliwych obserwatorów życia publicznego, za co niżej podpisany serdecznie przeprasza.

 A jak aborcja. Sztandarowy problem kolejnych sporów. Wraca jak bumerang. Dylemat poważny. 

Komuniści nie mieli rozterek z tego tytułu. Dogmaty katolickie nie miały znaczenia. Z chwilą odzyskania pełnej suwerenności, zaczęto dostrzegać wymiar i znaczenie stosunku do życia już poczętego. Kościół katolicki pragnie absolutnego zakazu usuwania ciąż, nawet tych będących owocem gwałtu i niosących zagrożenie dla życia matki. Środowiska liberalne oburzone są z kolei narzucaniem ogółowi podobnego stanowiska, a straszenie więzieniem niedoszłych rodzicielek, uznają za przejaw barbarzyństwa. Sytuacja w tej kwestii wydawała się być ustabilizowana do momentu objęcia władzy przez PiS, przed ośmioma laty. Ustawa z połowy lat dziewięćdziesiątych, stanowiąca kompromis zantagonizowanych środowisk kościelnych i ówczesnej lewicy SLD, wyrażała konsensus, który wykluczał aborcję na życzenie, natomiast nie zmuszał skrzywdzonych, lub zagrożonych kobiet do heroizmu. Reasumując: ludzkie życie, nawet to dopiero poczęte, chronić należy bezwzględnie! Nie zapominając przy tym o innym życiu. Potencjalnych matek. Dla żadnej bowiem kobiety usunięcie zagrożonej, albo będącej efektem gwałtu ciąży, nie jest pustym kaprysem. Nie czuję się kompetentny, by zajmować inne, bardziej radykalne stanowisko. Gdzie znaleźć złoty środek? Poszukiwania trwają... Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, iż zbyt często, z jednej i drugiej strony, najwięcej do powiedzenia mają twardogłowi dogmatycy. Na domiar złego w wieku, wykluczającym prokreację. Jak to powiedział nadworny lekarz, indagowany przez Napoleona? Czy można zostać ojcem w wieku 60 lat? Czasami... A mając lat 80? Zawsze! Tyle o mężczyznach. Kobiety, w tym zakresie, żadnymi zaklęciami, natury nie oszukają.   

B jak biurokracja. Zdawała się być zmorą w czasach komuny. Opowiadano o niej dowcipy. Po roku 1989 obiecywano sobie jej zmierzch. Odtąd wszystkie formalności miały być uproszczone. Nareszcie, spoza papierków, widoczny miał być obywatel. I jego komfort. Stało się odwrotnie! Starsze pokolenie, z nostalgią wspomina miniony ustrój, który pod kątem załatwiania urzędowych spraw, jawi się niczym raj utracony. Urzędy każdego szczebla administracji, służba zdrowia, oraz inne placówki – stanowią matecznik osobników, czerpiących sadystyczną satysfakcję z tzw. przestrzegania procedur. Co w praktyce oznacza, iż petent lub pacjent nie jest człowiekiem, lecz przedmiotem. Na ogół traktowanym jak wróg, któremu należy uzmysłowić, że to on jest dla urzędnika, nie odwrotnie. Pół biedy, kiedy dotyczy to urzędów. Gorzej, gdy podobne zjawisko występuje w służbie zdrowia. Nie bez kozery powiadają, iż „trzeba mieć zdrowie, aby się leczyć w ramach NFZ”... Zarówno wizyta u specjalisty, jak wykonanie rozmaitych badań, wymaga kilkuletniego oczekiwania. A wściekły i bezradny pacjent usłyszy w mediach, że winę za ogromną liczbę zgonów, np. z powodu nowotworów, ponoszą opieszali chorzy, którzy zbyt późno zostają zdiagnozowani. Konstytucyjny zapis o swobodnym prawie do bezpłatnego leczenia ubezpieczonych, jak wiele innych, jest martwym punktem. W Ustawie Zasadniczej zapisano, jak być powinno, po czym uznano, że to wystarczy. Przypomina to wypowiadanie bajkowych zaklęć. Jak mawiał Marszałek Piłsudski? „Konstytuta – prostytuta”? Daje, ale tylko tym, którzy dobrze zapłacą...   

C jak Covid-19. Biznes wyśmienity! Skutecznie ogłupiono społeczeństwo. Zmasowana akcja koncernów farmaceutycznych, producentów „covidowych” gadżetów, we współpracy z politykami oraz mediami – pozwoliły zarobić fortunę wyżej wymienionym. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, zatem w tryby interesu wprzęgnięto rządy państw, aby stosowały bezpośredni lub „dobrowolny” przymus szczepień i podobnych atrakcji dla swych obywateli. Wyłamała się Szwecja, i nic nie wiadomo, aby ten naród wymarł wskutek epidemii. Nie neguję, iż zaraza istnieje. Jak wiele innych. Twierdzę przy tym stanowczo, że fakt jej zaistnienia, wykorzystano bezczelnie dla celów biznesowych i politycznych. Kres epidemii położył Władimir Putin, najeżdżając biedną Ukrainę. Co bardziej złośliwi, proponowali Nobla w dziedzinie medycyny, dla tego pana... Nie posunięto się w hipokryzji tak daleko, bowiem przemysł zbrojeniowy, oraz reperkusje gospodarcze konfliktu (surowce itp.), dostarczyły lepszych instrumentów, służących sterowaniu cenami podstawowych produktów. Co za tym idzie - interes się kręci... Sumienie świata? Wolne żarty!   

D jak Donald. Zresztą dwóch ich błysnęło w ostatnich dekadach. Ten swojski – dla kumpli – Donek. Między szóstym a siódmym krzyżykiem, harata w gałę aż miło! W wolnych od futbolu chwilach, zwalcza PiS. Nadprogramowo pilnuje interesów wielkich Niemiec. Pod presją opinii publicznej i w obawie o utratę poparcia wyborców – tymczasem wyrzekł się przyjaźni z drugim dużym sąsiadem. „Nasz człowiek w Warszawie” przyczaił się. Śpioch. Donald Tusk jest obecny w polskiej polityce od początku przemian ustrojowych, podobnie jak jego największy oponent, czyli Prezes. Powiedzieć, że panowie nie pałają do siebie sympatią – to nic nie rzec! Przypominają dwa konie zaprzęgowe, z których każdy kroczy w inną stronę. A Polska? Interes ogółu? Kochani! Biznes i polityka nie troskają się takimi pierdołami!   

Drugi z Donaldów, Trump, boryka się z wymiarem sprawiedliwości za oceanem, i aż dziw bierze, jak tak można? Starszy pan, wleczony po aresztach, i wszystko z powodu niewinnych „numerów”, kiedy zestawimy je z nadużyciami, po drugiej stronie Atlantyku... Może jednak prawdą jest, iż Stany Zjednoczone – to wzór praworządności, a łacińska maksyma: „dura lex et lex”, obowiązuje tam wszystkich. Bez wyjątku. Gdyby przenieść to na rodzimy grunt – nasza przestrzeń polityczna i biznesowa mogłaby opustoszeć. Trudno byłoby zapełnić salony polityczne i studia telewizyjne. Natomiast system penitencjarny mógłby tego nie udźwignąć... Z drugiej strony, program „tanie mieszkania” znalazłby swe urzeczywistnienie! Wszak wystarczy 2 x 1,5 metra kwadratowego na głowę...   

E jak Europa. Jako się rzekło, 4 czerwca minie 35 lat od chwili, gdy symbolicznie zlikwidowano „Żelazną Kurtynę”, systemowo dzielącą nasz kontynent, na dwa światy. Zachodni model demokracji wolnorynkowej, oraz kraje socjalistyczne, de facto, wasalne wobec „Wielkiego Brata”, czyli Związku Radzieckiego. Te drugie, w rzeczywistości, znajdowały się pod okupacją ZSRR, 

począwszy od „wyzwolenia” w roku 1945. Czego dowodem obecność licznych wojsk sowieckich na ich terytoriach. Świat, końca komunizmu, dopatruje się w fakcie zburzenia Muru Berlińskiego, co miało miejsce dopiero jesienią. Z polskiej perspektywy był to już jedynie akt symboliczny. Od 2004 roku, III Rzeczpospolita jest pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej. Środowisko rodzimych polityków wciąż jest podzielone w kwestii słuszności obranej drogi. Skrajna prawica zarzuca kręgom liberalnym uzależnienie kraju od woli Brukseli, gdzie prym wiodą Niemcy i Francja, skrzętnie dbające o własną dominację nad resztą Wspólnoty. Liberałowie z kolei podkreślają konieczność rozwoju i wykazują prawicy wstecznictwo światopoglądowe i brak tolerancji. Trwająca od kilkunastu lat polaryzacja sceny politycznej (PiS – PO), w zasadniczej mierze opiera się na stosunku do Europy, w szerszym wymiarze, oraz wyznaczaniu granic współpracy lub jej braku w poszczególnych obszarach. Patriotom zdaje się, że możemy być dla bogatego Zachodu ważni a priori... Tymczasem liczymy się w tej grze o tyle, ile tamta strona jest w stanie na tym zarobić! A nam, przeciętnym obywatelom, każą się cieszyć, iż możemy nazywać się Europejczykami. Różnice w poziomie wynagrodzeń i innych składowych materialnego bytu, na naszą niekorzyść, nie znikną nigdy, ponieważ na tym opiera się obecny ład europejski, który umożliwia lukratywne interesy zachodnim koncernom. Na osłodę, pozwolono nam swobodnie poszukiwać zatrudnienia w państwach bogatszych, co również nie jest efektem łaskawości tych ostatnich, lecz starzeniem się ich społeczeństw, a tym samym brakiem rąk do pracy. Lepsze to, niż nic... Arabom oferują bogaty socjal, byle byli grzeczni. Nam – robotę, której Francuz czy Niemiec nie podejmie...   

F jak fekalia. Kiedy podczas pamiętnej debaty, przed wyborami prezydenckimi w 1995 roku, sprawujący urząd, Lech Wałęsa proponował podanie nogi na powitanie z pretendentem, Aleksandrem Kwaśniewskim, wielu uznało to za szczyt chamstwa. Kolejne lata udowodniły kreatywność naszych polityków, poprzez brak kindersztuby, nie mówiąc o poszanowaniu dla oponentów. Dwie ostatnie dekady – to już festiwal obrzucania się błotem przez dwa obozy. Aleksander Małachowski określał tego typu harce grą w „piegi”. Przywodził, z pamięci lat dziecinnych, jak kilkuletnie szkraby bawiły się na wiejskich pastwiskach. Otóż waliły kijami w krowie placki i nie było siły, aby coś nie plasnęło w przeciwnika. Obecna klasa polityczna zeszła na ten właśnie poziom. „Łajna”, w takiej czy innej postaci, zawsze mają na podorędziu wiele. Rozbryzgują go ochoczo, wyraźnie z siebie zadowoleni. Niczym tamte przedwojenne dzieciaki na polach i łąkach. Wylewanie kubłów pomyj na konkurentów – stanowi zasadniczy program każdej z liczących się partii. Nie od dzisiaj wiadomo, że łatwiej niszczyć, aniżeli budować coś konstruktywnego. Na przykład kompromis, w interesie całego narodu... Tylko czy jeszcze komuś leży na sercu dobro Rzeczypospolitej? Wybaczcie naiwność!   

G jak głupota. Jej dzieje w Polsce opisywano na wszelkie sposoby. Mądrzejsi od tego nie jesteśmy. 

Istnieje wiele hipotez, rozważających, czy w dostateczny sposób wykorzystaliśmy szansę i zdaliśmy egzamin z daru, jakim był rok 1989. Każdorazowo, kolejne wybory, stanowią dla polityków, zwłaszcza tych tkwiących swymi korzeniami w antykomunistycznej opozycji, do wzajemnego umniejszania konkurentów, o tym samym rodowodzie. Taka to była „Solidarność” … Co się z nimi porobiło? Konflikty wewnętrzne, na taką skalę, jaką obserwujemy od lat kilkunastu – to osłabianie Polski w świecie i własnoręczne spychanie jej do roli dostarczyciela taniej siły roboczej, oraz rynku zbytu dla trefnych towarów, produkowanych za granicą. W Brukseli, nasi przedstawiciele nie znaczą nic. W NATO pełnimy rolę „zderzaka”, w razie, gdyby ktoś pokroju Putina zechciał nas najechać zbrojnie. Wiara w jedność Zachodu i ofiarne umieranie obywateli amerykańskich czy francuskich za Polskę? Czysta utopia! Historia, ta najlepsza nauczycielka, już nam wielokrotnie to udowodniła. Przypomnijmy Smoleńsk. Nie trzeba bowiem sięgać do Września 1939. Tylko polityczne dzieci mogą wierzyć, że USA i reszta Sojuszu, pospieszy z pełnym, zbrojnym zaangażowaniem, na pomoc, gdyby kremlowski satrapa zechciał u nas narozrabiać. Otrzymalibyśmy słowa pokrzepienia, zapewnienia o solidarności i, być może, sugestię, iż sami go sprowokowaliśmy, toteż artykuł o natychmiastowej odsieczy musi zostać przemyślany. Tak, nas jako narodu, historia niczego nie nauczyła! Odsiecz Wiedeńska? Niespełna 100 lat później cesarzowa Maria Teresa przysłała swoje wojska, bynajmniej nie po to, aby przegnać Moskali i Prusaków... Bitwa Warszawska? Wydarzenie, które ocaliło Europę przed „kacapami”. Oszczędziło zdziecinniałym, zachodnim intelektualistom, prawdy o Kraju Rad i „wolności” jaką ta swołocz pragnęła zanieść całemu światu. Ówczesne rządy, wiodących krajów zachodnich, do końca nie chciały uwierzyć w barbarzyństwo Rosji oraz jej obywateli. Do dzisiaj trwa podobny stan. Sprawdza się twierdzenie, mówiące, że aby coś poznać i zrozumieć, trzeba tego doświadczyć. Katyń... Brak stanowczego potępienia... Wiadomo: liczy się jedynie własny interes, a towarzysz Stalin nie zwykł wybaczać braku posłuszeństwa i lojalności... Punkt dla PiS w tym względzie, gdyż konsekwentnie odrzuca jakiekolwiek złudzenia, dotyczące intencji współczesnej Rosji. Czy ona biała, czy czerwona – tyle samo warte słowa jej przywódców! Przypomnijcie sobie „zatroskane” oblicze Miedwiediewa, podczas uroczystości pogrzebowych na Wawelu! Jak mawiał, jeszcze w okresie głębokiej komuny, podczas swych homilii, proboszcz mej parafii: „Związek ZDRADZIECKI”... Inaczej, aniżeli głupotą, niepodobna wyjaśnić wiary w „poprawę” tej barbarii...  H jak humanizm. Cywilizacja europejska szczyci się rodowodem, opartym na greckim pięknie i rzymskiej logice prawa. My, Polacy, w okresie komunizmu, skłanialiśmy się, aby uważać, że socjalizm wykluczył nas z elitarnego kręgu państw oświeconych. Z perspektywy 35 lat wolności, nie brak obserwatorów, którymi targają wątpliwości, czy aby na pewno komunizm winien był specyficznej dehumanizacji? Otóż, szkopuł w tym, iż humanizm – to pewien stan w człowieku. Jeżeli go tam nie ma, nawet najbardziej szlachetne idee, z religią na czele, nie uczynią świata 

lepszym. W obecnym, kapitalistycznym i demokratycznym kraju, człowiek zupełnie przestał się liczyć. Najważniejsze są pieniądze! Władza... Kto nie należy do możnych koterii – pozostaje na marginesie luksusu, jakim bez wątpienia wolność jest. Utyskiwano na socjalizm, ale niektóre zapisy ówczesnej Konstytucji, nie były li tylko teorią. Powszechny i bezpłatny dostęp do służby zdrowia – to sztandarowy dowód powyższego spostrzeżenia. Pacjent był podmiotem leczenia. Obecnie? Stanowi przedmiot, który ma przynosić korzyści ekonomiczne... Fiksacja na punkcie zarobku, uczyniła nawet z lecznictwa – wyłącznie biznes, który ma zapewnić określonej grupie zamożność i dobrobyt. A chory? O tyle jest człowiekiem, o ile „idą” za nim pieniądze na konto danej placówki...  Największy, polski, współczesny autorytet – Jan Paweł II – mawiał: „Wolność nie jest wam dana! Ona została wam zadana!” Tymczasem, co rusz, kolejne zwycięskie elity polityczne, czynią z tego kraju prywatny folwark, szarpiąc publiczny grosz, względnie obdarowując nim drogich sobie wybrańców. Społeczeństwo? Trzy i pół dekady pasjonuje się rywalizacją tych samych szarlatanów i kombinatorów, niepomne manipulacji, jakiej zostaje poddawane. Wciąż pozwala się nabierać na gładkie słówka w kampaniach wyborczych. Ludzie na dole gotowi, w poróżnieniu, skoczyć sobie do gardeł... Marksiści mawiali, że „religia to opium dla ludu”... Po 35 latach demokracji, można sparafrazować ich słowa i stwierdzić: „Polityka – to opium dla ludu!” Gdzie w tym wszystkim humanizm? W sercach naiwnych, którzy ufają, iż komuś z tzw. świecznika zależy na uczciwości i sprawiedliwości. Wszystko jest reklamą! Wystarczy wzniosłe deklaracje wypisać na sztandarze! Albo w nazwie partii... „Ciemny lud to kupi!” - jak powiedział jeden ze współczesnych klasyków politycznej demagogii. A ci, od których zależy naprawa niesprawiedliwości, nie będą tym zainteresowani, ponieważ uczciwość i równość, choćby wobec prawa, ugodzi w ich uprzywilejowaną pozycję. Pozbawi luksusu bezkarności. Nie podetną gałęzi, na której opiera się ich komfort!   

I jak immunitet. Jego instytucja, obejmująca parlamentarzystów, niektórych pracowników wymiaru sprawiedliwości i parę innych grup zawodowych – znana była również w czasach komunizmu. Z tym, że wówczas prawdziwą nietykalność gwarantowała wierność „socjalistycznym ideałom”, tudzież podporządkowanie się moskiewskiej narracji o „szczęściu ludu pracującego”...   

Po co ten immunitet? Do czego potrzebna gwarancja bezkarności ludziom o krystalicznie czystych intencjach? Bezwzględnie stojącym na straży prawa i porządku publicznego... W kręgach ludzi prostych i nie tylko, pokutuje powiedzonko: „Okazja czyni złodzieja”... Iluż aktywnych „kleptomanów” uniknęło odpowiedzialności przez ostatnie 35 lat, sowicie płacąc wodzom niektórych ugrupowań, za „biorące” miejsce na listach wyborczych? Jedynie po to, aby wywinąć się z sideł prokuratorskich, po takim lub innym „przekręcie”? Wiele padało deklaracji o zniesieniu immunitetów, ze strony kolejnych pretendentów do władzy. Kiedy już sami zakosztowali tego luksusu – pojawiały się przeszkody. Obietnica umierała tak, jak każde inne piękne słówka, mające 

do reszty ogłupić elektorat. Historia powtarza się cyklicznie. Naród nie wierzy politykom, a i tak podąża do urn, oddając głos, na coraz to bardziej miernych kandydatów. Apeluję o równość dla każdego! Żadnych immunitetów i bezkarności! Wypiłeś? Tracisz prawo jazdy! Ukradłeś publiczny grosz? Odpowiadasz z całą surowością! Zwłaszcza, iż tego typu występki, popełniane przez „pomazańców”, niosą za sobą szczególnie demoralizujący przekaz. Polityk, sędzia, prokurator – winni być jak „żona Cezara”! Poza podejrzeniem. Z definicji. Nie z racji posiadanego immunitetu.  

J jak Jaruzelski. Pochodzący z rodziny ziemiańskiej Sybirak. Pochowawszy na „nieludzkiej ziemi” ojca, skutecznie zindoktrynowany przez braci Sowietów, wrócił z armią Berlinga do macierzy. Błyskawiczna kariera! Podobno, są źródła historyczne i świadkowie - współpracownik tajnych służb, już na froncie, a później u zarania PRL. Ideowiec. Uwierzył najwyraźniej, że socjalizm – to jedyna słuszna droga. Wierny Moskwie, co także tłumaczy generalskie szlify w wieku „kapitanowskim”. Prywatnie: intelektualista, a jego subtelność podkreślała drobna budowa i ponoć ascetyczny tryb życia. Żołnierz, a wróg alkoholu! Nie tolerował pijaństwa u podwładnych. Pierwszy prezydent III Rzeczypospolitej. Krótko nim był, do rozpisania wyborów powszechnych. Postać tragiczna. Dyktator Stanu Wojennego. Niewątpliwie odpowiedzialny za wiele nieszczęść i prześladowań. Częściowo tłumaczy go wiara... Niepojętym pozostaje, jak ten uczeń salezjańskiego gimnazjum, mógł „zmienić wyznanie” i zaufać w zbawienną rolę komunizmu oraz Armii Czerwonej! Dożył przeszło 90 lat. Radykalni antykomuniści, każdego 13 grudnia, gromadzili się pod jego willą, zakłócając spokój staruszkowi. Wyznawcy teorii spiskowych domniemywać nie przestają, iż prawdziwy Wojciech Jaruzelski spoczywa w wiecznej zmarzlinie, a do kraju przysłano „matrioszkę”... Dosyć powszechna praktyka z tamtej strony. Kto wie?   

K jak Kwaśniewski. Kolejna ważna persona okresu przemian i wolnej Polski. Pasjonowaliśmy się drugą turą wyborów prezydenckich, gdy Olek stawał w szranki z urzędującym Lechem Wałęsą. Kto wie, czy o sukcesie kandydata SLD, nie zadecydowała widoczna frustracja legendarnego szefa Solidarności, oraz... „pocałunek węża”, w postaci wściekłej, bez hamulców, agitacji kleru, za tym ostatnim. Aleksander Kwaśniewski, jeszcze u schyłku PRL, wyznaczany był do ministerialnych zaszczytów. Tuż po 30 roku życia. Wyraźnie, komunistyczna wierchuszka pokładała w jego osobie ambitne plany. Po przemianach ustrojowych, Kwaśniewski bodaj najlepiej zrozumiał zmiany i błyskawicznie przeistoczył się w nowoczesnego, demokratycznego socjalistę. Na wzór amerykańskich demokratów. Przynajmniej na zewnątrz... Naiwni oponenci sądzili, że jego wizerunkowi zaszkodzić może źródło tajemniczego „kiwania” się nad mogiłami, pomordowanych na Ukrainie. Naród swoje wiedział i uznał, że to „swój chłop”... Jako pierwszy potrafił utrzymać stanowisko na drugą kadencję. Co bardziej uważnym obserwatorom nie umknie, iż Andrzej Duda, choć ideowo obcy Kwaśniewskiemu, zdecydowanie na nim się wzorował. Należy przyznać, że okazał się być pojętnym uczniem swego lewicowego poprzednika. Czasy prezydentury Kwaśniewskiego, naznaczone były wieloma epokowymi wydarzeniami, w najnowszej historii wolnej Polski. Wstąpienie do NATO, akces do Unii Europejskiej, ugodowa ustawa w kwestii aborcji... Było, minęło... Wraz z utratą poparcia społecznego tamtej lewicy, do głosu doszło oszołomstwo i pajdokraci, przy których liderzy z lat dziewięćdziesiątych i początku obecnego stulecia, jawią się niczym prawdziwi mężowie stanu.   

L jak lewica. W zasadzie trudno, w polskich realiach, zdefiniować to pojęcie. Bo co to obecnie znaczy: „być lewicowym”? Mieć poglądy lewicowe? Ostatnie lata skłaniają, aby do worka z napisem: „lewica”, wrzucać wszystkich oponentów PiS-u. Wyznacznikiem tej etykiety stał się stosunek do Kościoła Katolickiego, jego dogmatów i kaprysów. Onegdaj, tuż po roku 1989, ówczesny Sojusz Lewicy Demokratycznej, stanowił namiastkę prawdziwych socjalistów godnych, aby reprezentować środowiska postępowe, a jednocześnie dbać o zachowanie minimum równości. Dla wszystkich obywateli. U zarania nowego tysiąclecia, do głosu doszli ultra-prawicowcy, z silnym przywództwem braci Kaczyńskich, oraz liberałowie, utożsamiani z Platformą Obywatelską i Donaldem Tuskiem. Prawdziwa lewica umarła wraz z odejściem ideowców, pokroju Włodzimierza Cimoszewicza, Aleksandra Kwaśniewskiego, Leszka Millera, oraz zmarłego Józefa Oleksego. Początkowo, wydawało się, iż schedę po nich, skutecznie przejmie Wojciech Olejniczak, otoczony grupą zdolnych liderów, gotowych unieść pałeczkę w sztafecie pokoleniowej. Z chwilą, gdy liberałowie z PO, tak naprawdę skręcili ostro na lewo, w tych aspektach światopoglądowych, które dla ogółu okazały się najistotniejsze, dla prawdziwej lewicy miejsca już zostało niewiele. Zmieniono szyld i... pojawiły się kłopoty z przekraczaniem progu wyborczego w kolejnych rozdaniach mandatów parlamentarnych. Po 35 latach od upadku realnego socjalizmu, lewica istnieje tylko w symbolicznym wymiarze. Szansą na jej reaktywowanie mogło być, nawiązujące do głębokich tradycji, PPS, z Piotrem Ikonowiczem na czele, ale perturbacje jej lidera oraz brak zainteresowania możnych promotorów tej opcji, wygasił poparcie dla kolejnej partii – efemerydy. Dla obywateli, o szczerze lewicowych przekonaniach – nie ma sensownego wyboru. Wszelkie inicjatywy, odwołujące się do lewicowego elektoratu, nie porwą mas, dopóki ich twarzami będą cudacy płci obojga, pokroju pani Lempart, pana Biedronia, albo pozostałych awanturników, skupionych, przepraszam, na dupie i sprawach aborcyjnych, w odpowiedzi na podobne harce personelu kościelnego. Silna lewica, opierała swą moc na poważnym stosunku do spraw najwyższej wagi. Ceniona była za racjonalizm i brak warcholstwa, charakterystycznego dla populistów, będących jej oponentami. Był jeszcze Andrzej Lepper... Był, dopóki nie uzyskał wiedzy, której znać nie powinien. Dlatego ogląda ojczyznę z niebiańskiej perspektywy...   

Ł jak łamanie praw człowieka. Niestety, nagminne. W tym zakresie, cofnęliśmy się do początku XX wieku. Przez 45 lat komunistycznej siermięgi, patrzyliśmy z zazdrością na Zachód i tamtejszy kapitalizm. Kolorowy. Z perspektywy kraju wasalnego, jakim Polska była względem ZSRR, kapitalistyczny świat jawił się jako oaza sprawiedliwości wszelakiej. Istotnie! Wolność jednostki, otwarcie na świat, swoboda przekonań... Nawet złośliwe dowcipy o władzy, nie skutkowały tam prześladowaniem. No i te towary stamtąd! My, dzieci, z tęsknotą wypatrywaliśmy Świąt Bożego Narodzenia, kiedy jedyny raz w roku mogliśmy dostać, w ramach pomocy z Zachodu, pięknie opakowane słodycze renomowanych firm, owoce cytrusowe i inne dobra, w kraju dostępne wyłącznie dla uprzywilejowanych, oraz tych, posiadających krewnych za granicą, przysyłających twarde waluty, za które owe dobra nabywać można było na co dzień w sklepach Pewexu, czy Baltony. Znakomitą metaforą tamtej rzeczywistości jest komedia Juliusza Machulskiego – Kingsajz, i znamienne hasło jej bohaterów: „Kingsajz dla każdego!” Zdumiewa, iż cenzura dopuściła film do rozpowszechniania.   

Łamano prawa człowieka za komuny. Ba, łamano kości, palono ogniem i pozbawiano życia niepokornych. Po 35 latach wolności, niewiele poprawiło się w tym względzie. Do perfekcji dopracowano jedynie metody kamuflażu. Nie „przejdzie” już bezczelne i otwarte gnębienie nieprawomyślnych. Propaganda medialna wielbi na wszystkie sposoby równość obywateli. Podkreśla się prawa człowieka jako jednostki, do tego czy owego. Praktyka? Szereg instytucji, powołanych, aby stać na straży tych praw, pełni tylko rolę estetycznego ozdobnika. Obywatel, pozbawiony prywatnych znajomości, nadal stoi na straconej pozycji w konfrontacji z cwaniakami, tworzącymi kliki polityczno-towarzysko-biznesowe. Mądre i sprawiedliwe zapisy, piękne słówka i organizacje o szlachetnych statutach – to wyłącznie atrapa dla samo-bogacenia się ich prezesów, zarządów i innych „pociotków”. Głównie na koszt państwa. To samo powiedzieć można o rzecznikach od rozmaitych grup społecznych i ich praw. Krótki komentarz dla ich działalności: „kasa, misiu, kasa”... Względnie, trampolina do kariery i prestiżu.   

M jak media. Środki masowego przekazu, w omawianym okresie, uległy zupełnej metamorfozie. Nade wszystko powstał i dotarł pod „strzechy”, internet. Współcześnie, nie tylko każdy może być odbiorcą, lecz nawet współtwórcą przekazywanych treści. Dobre to i złe zarazem. Brak już dbałości o poprawną polszczyznę, na którą nacisk kładziono w przeszłości. Nawet w najznamienitszych tytułach brylują quasi-dziennikarze, nie zaprzątający sobie głowy doskonaleniem bogactwa i poprawności, używanego publicznie języka. Byle ostro! Byle z przytupem! I, w służbie „jedynie słusznej” sprawie. A co nią jest, oprócz zarobku! określa mocodawca, czyli kapitał, stojący za poszczególnymi wydawnictwami.   

Nastąpiła jedna, istotna, zmiana. Do głosu w mediach faktycznie dotarł pluralizm. Szkoda, że jak w tym słynnym skeczu, większość rozumie go, jako możliwość „plucia” przez każdego i na wszystkich... W 1989 roku zdani byliśmy na trzy kanały Telewizji Publicznej, pod kontrolą reżimu. Obecnie? Sami wiecie... Osobiście, z nutką nostalgii wracam do schyłku tamtej epoki, kiedy papierowe wydania gazet i czasopism, stanowiły centralny obieg wiadomości. Ten zapach prawdziwej farby drukarskiej.... Świeżo nabyty egzemplarz, czytany w autobusie, uderzał w nozdrza specyficznym aromatem... No i te treści... Technicznie, niewiele różnimy się od obecnej młodzieży, która przemieszcza się, z nosem utkwionym w smartfonie. Co do treści... Ba! Wciąż możemy pielęgnować luksus zakupu papierowych wydań, tylko w jakim celu? Nie ma już tytułów, oferujących ambitną zawartość. Gdzie podział się tygodnik „Przekrój”? Dlaczego „Polityka” przepoczwarzyła się w monstrum, schlebiające prymitywnym gustom „nowobogackich”? Niewątpliwie, omawiany okres zaowocował wolnością medialną. Szkopuł polega na tym, iż każde medium od kogoś zależy. Od czyichś funduszy zazwyczaj. Dobre i to, że mamy różnorodność. Martwi pogoń za zyskiem. Za wszelką cenę. Gotów jestem wybaczyć promowanie sensacji i bzdurnych treści, lecz czyńmy to przynajmniej, nie zaniedbując formy! Czyli piękna i poprawności języka! Uczcie się, w tym względzie od... „Trybuny Ludu”!...   

N jak niepodległość. Mamy ją! Fakt nie do podważenia! Spowszedniała niektórym. Do tego stopnia, iż gotowi są oni ten stan rzeczy negować. Inni, przewrażliwieni koniecznością współpracy i koegzystencji, choćby gospodarczej, z ościennymi państwami, również wyrażają wątpliwości. Straszą. Wieszczą popadanie w zależności od takich czy innych wpływów zagranicznych. Ależ na tym polega globalizacja! Stanowimy część Unii Europejskiej. Elity polityczne mamy takie, nie inne. Nie zawsze umieją przekonać resztę Wspólnoty do polskiej racji stanu. Nie wszyscy w ogóle próbują... Mandat parlamentarzysty w kraju – to łatwy grosz, zapewniający bezpieczne przeżycie. Do tego inne benefity, pozwalające na odrobinę luksusu. Zasiadanie w Brukseli czy innym Strasbourgu – o!, to już wyższa półka ekonomiczna... Po trzech i pół dekady komfortu wolnej Polski, niewielu rodaków żywi jakiekolwiek złudzenia, aby wśród klasy politycznej przeważali patrioci. Nawet złotówkę gotowi zdradzić na rzecz euro... Jeżeli tylko nadarzy się po temu sposobność. Czyli zwyżka notowań w oczach partyjnych bonzów, kreślących listy wyborcze.   

Niepodległość i wolność zewnętrzną mamy. Poprzednio, takie szczęście towarzyszyło nam zaledwie dwie dekady i 1939 rok brutalnie „zdmuchnął” pokolenie, dorastające w Międzywojniu. Historia bardziej odległa, sprzed zaborów, dostarcza bezcennej wiedzy o zagrożeniach wewnętrznych. Oczywiście, sprytnie podsycanych przez nieprzychylnych sąsiadów. Ówczesne, osiemnastowieczne warcholstwo klas uprzywilejowanych, skłoniło łakomych zdobyczy władców z sąsiedztwa, do skorzystania z okazji. Wracając do współczesności, za mało troski o autentyczne prawa jednostki w Polsce. Zbyt wiele wyborów – przypomina „dobrowolny” przymus, obwarowany absurdalnymi ustawami, a pod rządami niektórych radykałów, także ideologią. Niniejszy alfabet stanowi próbę apolitycznego skomentowania minionego 35-lecia, toteż mniejsza o akcenty. Bez wątpienia jednak, w wielu kwestiach, tkwimy mentalnie w XIX wieku. Co więcej, nie umiejąc się zjednoczyć, zezwalamy rządzącym i innym klikom, dzielić społeczeństwo na lepszych i gorszych. Wykształciła się nam pseudo-elita, na wzór dawnych błękitno-krwistych. Z tą różnicą, że herby rodowe, zastąpiły numery kont i ich zawartość... Władza w rękach prymitywów, o nepotycznych tendencjach, lepkich łapkach i braku morale – to wręcz zachęta dla pilnych, dbających o własne interesy, obserwatorów zewnętrznych. Reasumując: owoce niepodległości zgarnia sfora cwaniaków. W razie katastrofy – na barykady poślemy prosty lud... Przypomina się powiedzenie o historii i kołach, którymi ona się rzekomo (?) toczy! Tak to już jest, że ojczyzny bronić wypada jedynie „idiotom i złodziejom”, cytując wypowiedź uprzejmej pani minister z ramienia partii, która właśnie sposobi się do kolejnej naprawy Rzeczypospolitej... Co to będzie? Cierpnie skóra, a ręce bezwiednie sięgają do szuflady, aby się upewnić, czy paszport nie utracił ważności?...  

O jak ojciec. O ojczyźnie miało być w tym miejscu. Ojciec – ojczyzna... Prosta zależność. Jedno z drugiego wypływa. Dla „nowoczesnych Europejczyków” przestało mieć znaczenie poczucie tożsamości narodowej. Jedności. Odkąd bezpieczeństwo jednostek związane jest z posiadaniem dóbr materialnych, mniejszą uwagę przywiązujemy do pokoju. Pokolenia wcześniejsze, pomne okrutnych wojen światowych, których grabki zgarniały obfite żniwo, bardziej skłonne były wiązać pojęcie swojego dobrostanu z wolną ojczyzną. A teraz? „Niech na całym świecie wojna – byle moja wieś spokojna”... Powszechny jest egoizm. W wymiarze indywidualnym oraz społecznym. Widać to najlepiej na przykładzie Ukrainy. Ta wojna, przyjmowana już jest jako stan względnie normalny! Mija niemal 2 lata od bezczelnej napaści na ten kraj. Bestialsko torturowani i mordowani ludzie, gwałcone i zabijane kobiety, uprowadzane dzieci – to dzieje się naprawdę! Sumienie świata? Taki Siergiej Ławrow swobodnie może przemawiać na kolejnych, dobrze płatnych „spędach” OBWE, oraz innych fikcyjnych, hipokryzją przegniłych, organizacji. Wielu „mężów stanu”, dobrych ludzi podaje, bez ceregieli, rękę zbrodniarzowi, rodem z minionej epoki. Na pewno minionej? Żeby nie rozwlekać: nie będzie bezpiecznie na świecie, dopóki raz na zawsze nie zostanie ucywilizowana Rosja! Po upadku komunizmu, na gruzach duchowych, zrodziło się państwo gangsterskie. Organizacja przestępcza, bez ogródek żądająca od wolnego świata płacenia swoistych haraczy. Demokratyczny świat, przez lata udawał ślepego i głuchego, ponieważ dobrze układały się interesy biznesowe z tym gangsterem. A wszystko inne przestawało być istotne, do momentu zrzucenia maski przez atrakcyjnego dotąd, ekonomicznie, partnera.   

Ojciec... Nie sposób nie kojarzyć tego słowa z ojcem naszej 35-letniej wolności. Z ojcem nas wszystkich. Z Ojcem Świętym, Janem Pawłem II. Jakie to smutne, jakie brzydkie, jak podłe, kiedy Jego imię bywa w ojczyźnie oczerniane, wskutek rozmaitych domniemywań! Te same osoby, które przez lata chełpiły się bezpośrednim kontaktem z Karolem Wojtyłą, czerpały polityczne zyski z owego faktu, pod wpływem odmiennych wiatrów, gotowe kalać pamięć o zmarłym. Świętym... No właśnie! O świętości niechaj jednak decyduje Pan Bóg! Jan Paweł II był człowiekiem. Z krwi i kości. Za to go szanowaliśmy. Był mądrym i dobrym człowiekiem. W odróżnieniu od współczesnych jemu i obecnych hierarchów, czy zwykłych kapłanów, nie zapominał, że wszyscy jesteśmy tylko ludźmi! Wszyscy! Był ponadto wielkim reformatorem, wbrew dzisiejszym zarzutom o nadmierny konserwatyzm. Owszem jako namiestnik Pana Boga dla wierzących, twardo stał na straży dogmatów niepodważalnych! Odmienił jednocześnie wizerunek najwyższego kapłana. Uczłowieczył. Odbrązowił. To gwałtowni spadkobiercy Jego nauki postanowili uczynić zeń pomnik. Tymczasem Ojciec Święty prosił, aby tego nie robić! Kto słuchał – pamięta! Znamienne, że wśród wielu pięknoduchów, pokutuje dziwny manieryzm przekonań. Nawiązując do tego manieryzmu, sparafrazuję słowa Papieża-Polaka i zapytam, czy Ojcu Świętemu wolno, za przeproszeniem, zrobić kupę? Owszem, jeżeli po dokonaniu oczyszczenia żołądka, umyje dokładnie ręce... Pisałem onegdaj dla pewnej redaktor naczelnej, która była święcie oburzona i obsobaczyła mnie, podkreślając swój estetyzm, gdy użyłem określenia: „medialna sraczka”... Podobno czuła smród z tego powodu... Skąd biorą się ludzie, którym wydaje się, że ich ekskrementy nie śmierdzą? Smród jest nieodłącznym towarzyszem ludzkiej egzystencji. Udawanie, że czegoś nie ma, prowadzić może do tragedii... A co najmniej rozczarowań.   Ojcem naszej 35-letniej wolności, na zawsze, pozostanie Papież Jan Paweł II! To Jego osoba, Jego czyny położyły podwaliny pod historyczną rzeczywistość, która wolność nam ofiarowała. 

P jak Polska. Kochamy ją? Hmmm... Na różne sposoby. Każdy inaczej rozumie to uczucie. Nasza ona jest od 35 lat. I kolejny dylemat! Nasza, czyli do kogo należy? Frukta, w postaci władzy oraz ekonomiczny luksus dany jest niewielu. Melchior Wańkowicz, swego czasu, określał nasz kraj jako produkt wtórny kultury poszlacheckiej. Panuje paskudny zwyczaj, aby ci wyżej usadowieni w hierarchii społecznej, lepiej sytuowani, pogardzali tymi, którym nie było dane dorobić się majątku, lub statusu społecznego. Istotnie, socjologowie zauważają podobny trend, o znacznie większym nasileniu, aniżeli w krajach, o demokracji dojrzałej, utrwalanej co najmniej od kresu II Wojny Światowej. Także nasza rzekoma gościnność i serdeczność – to raczej na pokaz. Po wyjściu gości, posiadamy manię ich obgadywania. Rzadko uśmiechamy się do siebie. Częściej z kogoś drwimy.  Polska... Około 312 tys. kilometrów kw. powierzchni. Ludność? 37, może 38 milionów dusz. Oszacować trudno, z uwagi na emigrację, w poszukiwaniu godnych zarobków. I to jest smutne.  Polska, po 35 latach przemian ustrojowych, samostanowienia – nadal pozostaje krajem niesprawiedliwości. Króluje nepotyzm. Urzędnicze maniery, aby petenta traktować niczym wroga. Utrudniać. To takie ludzkie słabostki, których genezy upatrywać można w owej poszlacheckiej tradycji, przytoczonej wcześniej.   

Polska... Dużo pięknych słów, również w Konstytucji zapisanych. Sęk w tym, iż tam napisano, jak powinno być. Czy jest? Odpowiedź zostawiam czytelnikom.   

Polska... Te urocze, południowe, podgórskie tereny... Zalesione wzgórza, niemal bezludne uroczyska... Tatry, górujące nad resztą mniej imponujących wzniesień... Środkowa część równinna. Góry Świętokrzyskie jako dodatkowa atrakcja, bliżej centrum. Mazury i woda... Na wschodzie, tereny, których krajobrazom, również urbanistycznym, najbliżej do ducha międzywojnia. Mieszanina kultur. Ziemie Odzyskane po wojnie, jak Górny i Dolny Śląsk, Pomorze, Gdańsk – tam, na każdym kroku napotkamy ślady niemczyzny. Mimo ogromnych zniszczeń wojennych, chwała budowniczym, że oparli się pokusie przerobienia wszystkiego na modłę realnego socjalizmu. Choćby w architekturze. Polska? Niech przemówi klasyk, Czesław Miłosz:   

„Widziałem polską ziemię, ziemię krwi i potu -  

No cóż, to prawda, krzywdy był kraj i ucisku.  

Niechże go sobie tam, na jakimś obelisku  

Skłamią jak dotąd.”  

Noblista pisał powyższe słowa, zmykając przed hitlerowsko-sowiecką nawałą. Po 20 latach niepodległego bytu II Rzeczypospolitej. Nam dane już było 35 lat swobody, w wymiarze międzynarodowym.   

Niestety, słowa poety wciąż trącą aktualnością. I to jest niepokojące... Niemniej, cieszmy się, że ją mamy! Polskę!   

R jak reklama. Socjalizm nie potrzebował niczego reklamować. Niewiele było do sprzedania... Propagandy sukcesu nie szczędzono natomiast na wszystkich frontach walki z „reakcją”, a później „zgniłym Zachodem”, któremu konsumpcjonizm nie pozwolił dostrzec dobrodziejstw władzy ludowej. Oraz gospodarki sterowanej, której podstawowym produktem były utopijne idee. Nie dręczono nas reklamami, bo lud pracujący i tak musiał kupić wszystko, co „rzucili” do sklepów. Politycznie? Brylowała „przewodnia siła narodu”, czyli Polska Zjednoczona Partia Robotnicza. Reszta? Była fikcją, dla ozdoby i pozorów demokracji. Jak powiedział towarzysz Stalin: „Nieważne, kto i na kogo głosuje w wyborach, ale to, kto te głosy liczy” …   

Reklama – to jedno z „dobrodziejstw” nowej rzeczywistości. Cały ten kapitalizm polega na nieustannej, nachalnej reklamie. Wciskają nam wszelkie towary, usługi, a ostatnio nawet idee, których bez natrętnych podpowiedzi nikt nie potrzebuje. Telewizja? Osobiście nie oglądam, właśnie z powodu niechcianych antraktów, kiedy każą mi wybierać pomiędzy masłem a margaryną... Warto zaznaczyć, że na przestrzeni 35 lat nawet reklamy zeszły na psy! Nie uświadczysz już perełek, w rodzaju: „Marioli o kocim spojrzeniu” …   

S jak socjalizm. Ten realny, komunizmem podszyty. W Polsce „pochowano” go w 1989 roku. Nie brak starszych ludzi, którzy za nim tęsknią. Wiele to mówi o przebiegu procesu przemian. Trudno wszak określić, ile w tej nostalgii sympatii dla minionego ustroju, ile zaś tęsknoty za własną młodością? 45 lat PRL – to nie był okres jednolity. Lata powojenne, aż po 1956 rok – to terror i bezwzględność, na wzór ściśle sowiecki. Z kolei przedział między 1956 i 1970 rokiem, można 

określić jako przejściowy. „Odwilż” zamordyzmu, kojarzona z Władysławem Gomułką. Koniec lat sześćdziesiątych zwiastował coś nowego, ale dekada Gierka i „raj” na kredyt – wstrzymały buntownicze nastroje społeczeństwa. Do czasu. Dalej – to już absolutny upadek, zainicjowany stanem wojennym i rządami smutnego generała. Były jeszcze rozpaczliwe próby wyjścia z impasu i zachowania status quo. Nie wyszło! Zwyciężyła wolność, a szereg uwarunkowań zewnętrznych jej w tym dopomógł. W tamtej epoce tkwią korzenie naszej współczesności i tylko żal, że godność człowieka, mimo wszystko, więcej znaczyła w latach osiemdziesiątych, a zatem pod koniec PRL-u, aniżeli ma to miejsce obecnie. W miejsce marksizmu i leninizmu, podstawiono pieniądze i odtąd one stanowią punkt odniesienia wobec jednostek i grup społecznych. Asumpt do oceny wartości człowieka.  

T jak towarzysze. Za „nieboszczki” PZPR, aktywni komuniści, zwracali się do siebie: per „towarzyszu”. Może, z czasem, zanikał ten zwyczaj w dolnych warstwach nomenklatury. Wierchuszka partyjna musiała do końca przestrzegać ideowych reguł. Dlaczego o tym wspominam? Gdyż nie ma już PZPR. Partii politycznych bez liku. Werbalnie, nikt już sobie nie „towarzyszy”. Natomiast zasady gry, po 35 latach demokracji, pozostały niezmienne. „Nasi wszyscy dobrzy. Tamci, czyli cała reszta – to łobuzy i głupcy”. Warchoły. Sposób myślenia rodzimych polityków, wyklucza kompromisy i wspólną pracę dla dobra Niepodległej. Gołym okiem widać, że liczy się jedynie interes partyjny. Dobro wspólne, rozumiane jest przez przedstawicieli narodu jako dobrostan ich otoczenia, oraz tych, którzy z nimi się zgadzają. Całą resztę społeczeństwa, traktuje się, z wyżyn władzy, jak element wrogi, który ewentualnie należy skłonić do zmiany poglądów. Ot, „tolerancja” po polsku... Nic, w tym zakresie, nie uległo zmianie od 35 lat. A, od momentu spolaryzowania się sceny politycznej, powstania dwóch obozów, skupionych wokół wiadomych liderów, nawet barw ubyło. Za komuny było czerwono. Ładny kolor, prawda? Po roku 1989 zrobiło się kolorowo, niczym wiosną w przyrodzie... Też pięknie! Obecnie? Już tylko czerń i biel! Obudźcie się „towarzysze”!   

U jak Unia Europejska. Z entuzjazmem, w większości, przyjęliśmy wstąpienie Polski do jej struktur w 2004 roku. Oprócz przystąpienia do NATO, był to najważniejszy moment w naszej najnowszej historii. Gospodarczo – kluczowy. Otwarły się nowe perspektywy dla wymiany handlowej. Z czasem granice stały się symboliczne. To była dobra decyzja. Nie zadbano natomiast o wynegocjowanie uczciwych warunków, względem pewnej równości i sprawiedliwości. Nie zatroszczono się, na fali entuzjazmu, o zabezpieczenie interesów kraju. Krótkowzroczność czy kolejne zaprzaństwo? W efekcie, staliśmy się atrakcyjnym rynkiem zbytu, rezerwuarem taniej siły roboczej, itp. Po 20 latach, nie widać możliwości zrównania wysokości wynagrodzeń, dopłat unijnych i innych przywilejów, dostępnych dla obywateli państw członkowskich „od zawsze”. Także warunki socjalne pozostawiają wiele do życzenia. Skutek: lepiej być arabskim uchodźcą niż polskim gastarbeiterem, szukającym zatrudnienia w zachodnim raju zarobkowym.  Od lat, w Unii, rządzą Niemcy, i kto wie, czy w ten sposób nie ziściła się bismarckowska wizja Mitteleuropy, w której to oni dyktują warunki. Korowody i zdrady, związane z gazociągiem, omijającym Polskę... Dwuznaczna postawa wobec rosyjskiej agresji na państwa ościenne... Czy ktoś ma wątpliwości, że dla Europy liczy się tylko interes? Własny. Niemcom wtóruje Francja, od wieków zauroczona, najpierw carską, obecnie gangsterską Rosją. Brexit – to swego rodzaju zachowanie twarzy przez kolejną potęgę, czyli Wielką Brytanię, ale ten kraj mógł sobie na to pozwolić. Polskie deklaracje, zapowiadające podobny scenariusz, pozbawione są oparcia w geopolitycznych realiach. My jesteśmy skazani na członkostwo w strukturach europejskich, jeżeli pragniemy przynajmniej nie stać się marginesem kontynentu.   

W jak Wałęsa. „Bolek” czy nie? Niejasności w tej kwestii, oczywiście utrzymywane są celowo i pod kontrolą stosownych gremiów. Głupio jakoś, że prezydent, przywódca ruchu wolnościowego i w ogóle..., a w rzeczywistości ludzki rozbitek, którego przypadek i pewne cechy własne wywindowały na piedestał. Znakomicie nadawał się, w oczach komunistów, na współpracownika, kiedy już przemiany ustrojowe były w toku. Był gwarantem uniknięcia odpowiedzialności przez zbrodniarzy i aferzystów okresu przemian. Deklarując się jako wzorowy katolik, nie wystawia dobrego świadectwa współwyznawcom. Norma! Przecież nawet dzieci wiedzą, iż pieniądze są najważniejsze. Sztuką jest, pięknymi słówkami, ukryć wyznawany naprawdę system wartości. Kręgi, zbliżone do kół kościelnych, opanowały ową umiejętność do perfekcji! Nie zamierzam się pastwić nad pazernością na kasę, dupy i inne przyziemne uciechy, ludzi, ślubujących przyzwoitość. Pycha, chciwość, skłonność do niszczenia innych, którzy ośmielą się widzieć.... Jednostki prymitywne, ale sprytne, odnajdują się świetnie w podobnych klimatach. Osoby, przepełnione pychą i nienawiścią do myślących inaczej.   

Wałęsie oddać należy jedno. Taki człowiek, podatny na ziemskie frukta, doskonale nadawał się do roli, jaką ofiarowała mu historia. I partia... Być może, jego zasługą jest, że nie polało się morze krwi... Minęły lata i obecnie, „jaki jest koń”, widać doskonale. Mimo wszystko, szacunek za skuteczność w pilnowaniu własnych korzyści....   

Z jak Związek Radziecki. Podobno rozpadł się w 1991 roku. Dziwna historia... Najpierw była Wspólnota Niepodległych Państw, następnie kolejne kombinacje, aż ostała się „demokratyczna” Rosja. W istocie, do dnia dzisiejszego, tym krajem władają ludzie, o sowieckiej mentalności, którzy do lamusa wrzucili jedynie czerwony kolor... Zamordyzm, bezprawie, sny o mocarstwowości – nic z tego nie wywietrzało. Lata, po upadku komunizmu, dowiodły, że Rosja nigdy nie pozwoli się ucywilizować na zachodnią modłę. Niedobrowolnie. Ten kraj nie został podbity w ostatnich wiekach, toteż będzie trwał w swoich nawykach dotąd, aż nie zostanie ukarany. Rosję porównać można do seryjnego mordercy, na tle zaburzonej osobowości. Mitem jest również twierdzenie, iż przeciętni Rosjanie wykazują inną mentalność. Widać to po komentarzach, związanych z wojną na Ukrainie. Oni, w zdecydowanej większości, tęsknią za statusem mocarstwa. Sami, nie posiadając wygórowanych ambicji. Tania wódka, prowiant, niezbędny do życia, jakaś namiastka wolności... Azjatyckie standardy. Żołdacy za wschodnią granicą – to tylko forpoczta całości, zwanej Rosją.   

Związek Radziecki żyje! W duszach i umysłach większości Rosjan! Proces zmiany kierunku zapatrywań może potrwać kolejnych kilka wieków. Takiego spustoszenia w ichnim narodzie dokonała Rewolucja i wszystko, czego doświadczyli potem. Nieliczne jednostki świadome są w tym kraju prawdy. Jeżeli ośmielą się o tym mówić – często słuch o nich ginie. Tamtejsze służby działają według sprawdzonych metod. Namierzyć! Zlikwidować! Cywilizowany świat, przez dziesiątki lat udawał, że o tym nie wie. Efekty owej „ślepoty” właśnie obserwujemy na Ukrainie. W najbardziej okrutnej formie. Trudno przewidzieć skutki finalne tej awantury, ponieważ Zachód, swoim zwyczajem, skupił się na robieniu interesów. Przemysł zbrojeniowy zaciera ręce z uciechy...  

Ż jak żłoby. Ludzi dobrych, po 35 latach wolności, nie ma wielu. Kluczowym osiągnięciem tych lat pozostaje zupełne odwrócenie biegunów normy i patologii w przestrzeni publicznej. Owszem, podręczniki jeszcze trzymają się tradycyjnych sensów tych pojęć. W życiowych realiach obowiązuje jakaś niewypowiedziana głośno zmowa. Tylko frajerzy, na poważnie, traktują teorie o bezinteresownej pomocy, trosce o los drugiego człowieka. Dobro wspólne. Nawet instytucje, fundacje oraz inne placówki pomocowe, a dokładnie osoby funkcjonujące w ich ramach – skupiają się na próżności, pogoni za zyskiem i opinią tych dobrych, którzy się rzekomo poświęcają. Jak wygląda to w praktyce – media informują, gdy komuś powinie się noga. Nikt nie mówi przy tym, że normą są nadużycia, brak poszanowania godności ludzkiej. Można odnieść wrażenie, że nie jest podłością praktykować zło, lecz obciachem – dać się przyłapać! Takie mamy „normy” …   

Ryba psuje się od głowy. 35 lat wolnej Polski nauczyło nas znieczulicy na los innych. Gra pozorów święci triumfy! Zewsząd widać, że najważniejsze – to stworzyć wokół siebie właściwą otoczkę. Jacy jesteśmy naprawdę? Ach, to jakby mniej istotne. Politycy i celebryci wytyczają trendy. Pospólstwo próbuje ich naśladować. Recepta na sukces? Nażreć się, narobić na głowy oponentów, dorwać do żłoba i resztę mieć w dupie! Autorytety? Właśnie takie, które według wymienionych zasad funkcjonują!   

Dokąd zmierzasz III RP? - nasuwa się pytanie. 35 lat i... wystarczy? Czas pokaże... Niemniej moment odpowiedni, aby nastąpiła „pobudka”, zanim z wygodnej niepodległości, ponownie obudzimy się w czyimś barłogu...    

Autor:
Jacek Zyguła

Żródło:
Tekst własny

Udostępnij
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.
Treść wiadomości jest wymagana.


INNE WIADOMOŚCI


NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE